Skrót CEO coraz częściej spotykamy na wizytówkach. Generalnie, nikt nie ma problemu, jeśli te trzy litery pojawiają się w przypadku prezesa spółki akcyjnej. Zdarza się jednak, że skrótem posługują się właściciele… jednoosobowych mikroprzedsiębiorstw. Czy to nie przesada? Czy nie narażamy się na śmieszność?

Kto to jest CEO?

CEO oznacza dokładnie „Chief executive officer”. Najprościej rzecz biorąc to najwyższe możliwe stanowisko kierownicze w spółkach w anglosaskim systemie prawnym common law. Ta definicja nie wyczerpuje jednak odpowiedzi na pytanie, czy każdy właściciel i twórca firmy, nawet tej mikro, może nazywać siebie CEO. Jeśli chcemy znaleźć odpowiednie tłumaczenie tego skrótu, powinniśmy powiedzieć „prezes”, który koordynuję pracę przedsiębiorstwa. Są osoby, które w ten sposób nazywają dyrektora generalnego w firmie.

CEO to osoba, która nie ma już nikogo nad sobą. Jeśli przed kimś musi się tłumaczyć ze swojej pracy, to co najwyżej przed radą nadzorczą lub akcjonariatem. Skrót ten odnosi się często do osób, które założyły firmę, ale jednocześnie nadal aktywnie nią zarządzają.

CZYTAJ TAKŻE: CEO, CFO, HRM – co oznaczają te skróty?

CEO w mikrofirmie?

My Polacy uwielbiamy anglojęzyczne określenia, a trzyliterowe skróty takie jak CEO, CFO, HRM itd. stosujemy coraz częściej. Nie raz brałem udział w dyskusjach, w których ktoś z szyderczym uśmiechem komentował wizytówkę właściciela mikrofirmy, który podpisał się właśnie w ten sposób. Z jednej strony faktycznie należy przyjąć, że jest to pewna przesada. Szczególnie w kontekście tłumaczenia, które przedstawiliśmy powyżej.

Z drugiej strony, jeśli ktoś wchodzi na rynki międzynarodowe, musi się jakoś nazwać. Wiele osób szuka sposobu, by ponieść prestiż swojej firmy i… siebie. Jak pisał klasyk „w tym szaleństwie jest metoda”, albo inaczej „cel uświęca środki”.

Jak nazwać właściciela firmy?

Papier cierpliwy i wszystko przyjmie – mówi stare powiedzenie. Nazwanie siebie CEO w przypadku bycia właścicielem małej firmy nie jest przestępstwem. Trudno też posądzić kogoś o celowe wprowadzenie w błąd. Z drugiej jednak strony można narazić się na posądzenie o przesadę, a nawet megalomańskie podejście do prowadzonego biznesu. Dlatego, zanim nazwiemy siebie trzyliterowym skrótem, może po prostu napisać zwyczajnie… właściciel?