Narty w Zakopanem mogą być służbowym wyjazdem. Niektórzy pewnie „wrzucą go też w koszty”. Bo skoro prywatnie nie można, to można służbowo.

Pomysłowość Polaków nie zna granic. Zebraliśmy kilka pomysłów wykorzystywanych do tego, by narty w Zakopanem traktować jak wyjazd z pracy. 

Na początku zastrzeżenie. Nie namawiamy do łamania prawa. Prezentujemy jednak pomysły, które niektórzy stosują – i wcale nie trzeba być przedsiębiorcą! Wystarczy życzliwy pracodawca, który wyśle nas, by „zbadać rynek”. Może to być też własny pomysł na działalność nierejestrowaną, np. budowanie bazy zdjęć ze stoku do sprzedaży na… stocku (czyli baz zdjęć). Proste? Jak lepienie bałwana.

Czytaj także: Ubezpieczenie majątkowe firmy

Narty w Zakopanem. Oświadczenie ws. podróży służbowej.

Rząd zamykając w listopadzie hotele przed turystami, zawarł wyjątek – z bazy noclegowej mogą korzystać osoby odbywające podróż służbową lub uczestniczący w zawodach sportowych. My skupimy się bramce numer jeden, która teoretycznie dla zimowego biznesu może okazać się furtką albo i obwodnicą, którą bardziej pomysłowi mogą ominąć covidowe przepisy. Obawiamy się nieco, że zimą padnie rekord górskich delegacji, zresztą już teraz media raportują o masowych służbowych podróżach na Podhale czy w inne zimowe rejony.

Skąd ta spodziewana moda na biznes w cieniu Giewontu? Zgodnie z prawem, hotel czy pensjonat może przyjąć w swoje progi gościa, który wypełni stosowne oświadczenie. Oprócz danych należy wpisać w nim także cel podróży. Jeśli będzie to wyjazd służbowy, recepcjoniście nie pozostaje nic innego jak tylko wydać klucz do pokoju, podać kod do WiFi, zawczasu porosić o NIP do faktury i życzyć miłego pobytu. Służbowego.

Czytaj również: Oznaczenia szczególnych rodzajów transakcji oraz dowodów sprzedazy i nabycia w JPK – Kody literowe, które trzeba znać.

Co może być wyjazdem służbowym?

Na to pytanie odpowiedź jest jedna. Wszystko. No prawie wszystko. Można sobie jednak wyobrazić taki scenariusz. Przedsiębiorca Warszawy i przedsiębiorca z Łodzi, działający w różnych branżach umawiają się na biznesowe spotkanie w Zakopanem, ograniczeń w przemieszczaniu wszak nie ma. Mają tam przedyskutować możliwość perspektywicznej współpracy. Co więcej. Pierwszy z przedsiębiorców odczuwa bóle barku (nie Covid) i prosi swoją żonę, by zawiozła go na to ważne spotkanie, bowiem nie jest w stanie prowadzić. Drugi z przedsiębiorców bierze ze sobą dwójkę dzieci, bo nie ma ich z kim zostawić (żona wyjechała w inną podróż służbową, tak się składa, że do Szczyrku). Spotykają się na miejscu. Przy okazji idą na narty – wszak sam wicepremier mówił, że nie można ośrodków narciarskich zamykać i powinny pozostać otwarte!

Inna sytuacja. Pracownica korporacji, wyjeżdża na urlop (!) w góry by w ramach działalności nierejestrowanej (tak, jest taka możliwość od 2018 roku) zrobić kilkaset zdjęć, z których najlepsze spróbuje sprzedać na stocku – czyż nie jest to działalność związana z zarabianiem pieniędzy? Na razie może nie. Ale perspektywy przecież są!

Czytaj również: Ryczałt podatkowy. Wady i zalety

Inna historia. Szef firmy produkującej zimowe obuwie wysyła pracownika w Sudety, by ten zorientował się jakie modele obuwia najlepiej sprzedają się w Karpaczu. Wiadomo, że nikt nie pracuje 24h na dobę, więc pracownik, popołudnia spędza na stocku. Przecież wicepremier… a tak, już o tym pisaliśmy.

Wyjazdy zimowe a pandemia

Nie. Ten artykuł nie powstał jako poradnik, jak omijać prawo – bo oprócz przedstawionych pomysłów Polacy są w stanie wymyślić dziesiątki innych i z pewnością lepszych powodów biznesowych wyjazdów. W tej sytuacji rząd wydaje się jechać przez stok najkrótszą drogą, na krechę, a przedsiębiorczy obywatele wdzięcznie szusują, dostosowując jazdę do wszelkich przeszkód i aktualnych warunków.

Problem leży zupełnie gdzieś indziej. Z wirusem, który pochłonął w Polsce tysiące ofiar, żartów nie ma. Upadają firmy, a wielu pracowników boi się o swoją przyszłość. Rząd walczy z pandemią na wielu frontach. Trzeba jednak przyznać, że kampania zimowa tej wojny pełna jest ślepych, legislacyjnych strzałów, poprzerywanych barykad i zbyt płytkich okopów, przez które wiele osób przejdzie swobodnie. Nawet w nartach.

Czytaj również: EFL wprowadza finansowanie paneli fotowoltaicznych

P.S. W Krynicy otwarto stok. Tłumy ludzi czekały w kolejce. Czy byli to tylko mieszkańcy okolic? Czy byli to tylko turyści jednego dnia? Można wątpić. Jak donosi Onet, na kamerkach internetowych widać było, że słabo wypadło pilnowanie społecznego dystansu. W końcu obraz z kamer zniknął. Być może przyczyną był wirus. Komputerowy.