Zima, sporadycznie przypomina o sobie, ale jeśli już… potrafi sparaliżować komunikację i uwięzić kierowców w samochodach lub podróżnych w pociągach na długie godziny. Jak należy potraktować nieobecność w pracy z powodu ataku zimy. Jakie prawa ma pracownik, a jakie pracodawca. Czy zawsze szef ma obowiązek usprawiedliwić spóźnienie lub nieobecność podwładnego, który utknął z powodu śnieżycy?

Nieobecność w pracy z powodu złych warunków atmosferycznych

Nad usprawiedliwieniem i nieusprawiedliwieniem nieobecności pracownika pochylono się w latach dziewięćdziesiątych. Cennym uzupełnieniem przepisów Kodeksu pracy w tym względzie jest Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki społecznej z 15 maja 1996 (Dz.U. 1996 nr 60 poz. 281).

W paragrafie pierwszym czytamy:

„Przyczynami usprawiedliwiającymi nieobecność pracownika w pracy są zdarzenia i okoliczności określone przepisami prawa pracy, które uniemożliwiają stawienie się pracownika w pracy i jej świadczenia, a także inne przypadki niemożności wykonywania pracy wskazane przez pracownika i uznane przez pracodawcę za usprawiedliwiające nieobecność w pracy”.

To oznacza, że jeśli nie znaleźliśmy się w stanie klęski żywiołowej, to od pracodawcy zależy, jak potraktuje tłumaczenie pracownika. Co do zasady, za usprawiedliwione należy uznać takie sytuacje, które zaistniały z przyczyn niezależnych od pracownika. W sposób oczywisty, do takich zdarzeń należy zaliczyć ostry atak zimy, którego konsekwencją są na przykład opóźnienia w kursowaniu pociągów, oraz korki uliczne.

CZYTAJ TAKŻE: Przedwstępna umowa o pracę. Czy można karać za to, że pracownik nie podejmie zatrudnienia?

Co prawda, prawo zobowiązuje pracownika do powiadomienia swojego przełożonego o swojej nieobecności oraz jej przyczynach nie później niż w drugim dniu nieobecności w pracy. Trzeba jednak przyznać, że biorąc pod uwagę współczesne środki komunikacji, to dość archaiczny przepis. Teoretycznie pracownik może nas poinformować we wtorek, że od poniedziałku nie może dotrzeć do firmy, jednak zdrowy rozsądek podpowiada, że taką informację powinien przekazać niezwłocznie… chyba że… no trudno nawet hipotetycznie, w dobie telefonów komórkowych wyobrazić sobie taką sytuację. Choć jest to możliwe, jeśli zima zablokowała nie tylko drogi, ale zerwała także linie energetyczne i skutecznie uszkodziła pobliskie maszty telefonii komórkowej. Jeśli zdarzy się rzeczywiście taka sytuacja, faktycznie jest powód, by skorzystać z przysługującego prawa i poinformować pracodawcę o zimowej katastrofie w kolejnym dniu.

CZYTAJ TAKŻE: Telefonicznie, mailem, via Skype – inspekcja pracy przeprowadzi zdalne kontrole

Spóźnienie do pracy z powodu ataku zimy

To zdecydowanie częstszy scenariusz, szczególnie w ostatnich dniach. Jeśli rzeczywiście atak zimy paraliżuje miasto, co jesteśmy w stanie ocenić obiektywnie sami, oraz słuchając wiadomości w radiu, nie ma podstaw do nieusprawiedliwienia nieobecności. Jeśli jednak pracownik ewidentnie konfabuluje i po lekkich nocnych opadach powołuje się, że powodem jego spóźnienia jest „nagły atak zimy”, jako jego przełożeni mamy prawo nie usprawiedliwić jego spóźnienia czy nieobecności. Co więcej, możemy udzielić nagany.

Opóźnienia pociągów jesteśmy też w stanie sprawdzić u przewoźnika, podając relację oraz godzinę przyjazdu pociągu konkretnego dnia. Kłamstwo ma bardzo krótkie nogi. Właśnie z tego powodu, prawo nie nakazuje pracodawcy usprawiedliwiania wszystkiego i przyjmowania każdej, nawet najbardziej abstrakcyjnej wersji wydarzeń.

Czy można odpracować spóźnienie do pracy?

Za zgodą pracodawcy, zatrudniony może odpracować godziny spóźnienia, ale pod jednym warunkiem. Musi to zrobić tego samego dnia. W przeciwnym razie spowoduje to pracę w godzinach nadliczbowych. Trzeba na to uważać!

CZYTAJ TAKŻE: Praca dla ozdrowieńca! Czy kandydata można pytać o przechorowanie COVID-19

W przypadku całodniowej nieobecności lepiej będzie, jeśli pracownik wypisze sobie na ten dzień urlop wypoczynkowy. W przeciwnym razie nieobecność, choć spowodowana trudną i niezależną od niego sytuacją oznacza brak wynagrodzenia za ten czas.

Spóźnienie zawsze jest winą pracownika

Nawet w przypadku ataku zimy, pracownik powinien wziąć pod uwagę, że czas dojazdu w związku z pogodą może się wydłużyć. Powinien więc odpowiednio wcześniej wyjść do pracy, tak aby punktualnie do niej przybyć. Jeśli ktoś dojeżdża wiosną czy latem 30 minut do pracy, powinien założyć, że zimą ten czas będzie odpowiednio dłuższy. Niestety, czasem nawet dwu- lub trzykrotnie.

Odszkodowanie od kolei za spóźnienie.

Przepisy unijne otwierają drogę, by ubiegać się o rekompensatę za spóźnienie pociągu, jeśli ten spóźni się co najmniej o 60 minut. W praktyce są to niewielkie kwoty, i nie dotyczą wszystkich pociągów np. miejskich podmiejskich czy regionalnych. Szkoda, bo to zwykle nimi ludzie dojeżdżają do pracy.

CZYTAJ TAKŻE: Kwarantanna to nie urlop. Jeśli są chęci można pracować

Zaśnieżone drogi – gdzie zgłosić skargę?

Jeśli utknęliśmy w korku na drodze i ponieśliśmy z tego tytułu szkodę, np. spóźniliśmy się do pracy lub nie dojechaliśmy do niej wcale, raczej próżno będzie uzyskać rekompensatę od zarządcy drogi, który mimo obowiązku utrzymania jej w odpowiednim stanie, zawsze może powołać się na siłę wyższą. (Sorry, taki mamy klimat) Wszelkie wnioski czy skargi należy kierować do właściwego zarządcy drogi. W zakresie dróg krajowych, ekspresówek i autostrad będzie to regionalny oddział GDDKiA, natomiast w przypadku tras wojewódzkich, powiatowych czy gminnych – zarząd dróg podlegający pod odpowiedni szczebel samorządu terytorialnego.