Myli się ten, kto uważa że Polacy na stałe przeniosą się z zakupami do sieci. Badania pokazują, że zmniejszamy liczbę kupowanych rzeczy, by zebrane środki wykorzystać na otwarcie sklepów, w których można kupować bezpośrednio.

Polacy czekają na otwarcie sklepów

Dotknąć, przymierzyć, powąchać – to tylko niektóre czynności wykonywane przez konsumentów podczas zakupów. Osobista wizyta w placówce handlowej pozwala zbadać oglądany przedmiot wieloma zmysłami i z każdej strony. Internet niestety nie daje takich możliwości. Gdy korzystamy z ekranu komputera mamy do dyspozycji jedynie wzrok. To za mało. Co grosza, obciążone ilością czasu spędzoną przed ekranem oczy potrafią płatać figle. I tak wyglądające spektakularnie na zdjęciu opakowanie płynu do płukania, okazuje się butelką o pojemności 100 ml. A sukienka, która modelce sięgała za kolano jest bardzo krótką mini. Nawet wprowadzana przez wiele sieci darmowa dostawa zamówienia czy bezkosztowy zwrot nie zastępują wizyty w sklepie stacjonarnym. Największą wadą jest bowiem czas. To co można było załatwić w parę minut, zajmuje kilka dni.

CZYTAJ TAKŻE: Wtorek nowym zakupowym dniem. Pandemia pozmieniała sklepowe przyzwyczajenia

Mimo nieustająco rosnącej branży e-commers i coraz to nowszym rozwiązaniom, mającym sprawić, że zamówiony towar będzie idealny, Polacy czekają na otwarcie sklepów. Po zapoznaniu się z raportem Future Consumer Index sporządzonym przez firmę EY, można wysnuć wniosek, że mało prawdopodobne jest, aby po zakończeniu pandemii zainteresowanie handlem internetowym pozostało na obecnym wysokim poziomie. Potwierdza to wypowiedź Artura Gęsickiego, Lidera EY-Parthenon w Polsce i Krajach Bałtyckich, ekspert Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY.

 Powrót do dawnego sposobu robienia zakupów to efekt tego, że po pierwszych, ubiegłorocznych niepokojach związanych z odwiedzaniem fizycznych placówek handlowych, w ostatnich miesiącach mogliśmy już obserwować wzmożony ruch, np. w sklepach spożywczych. Polacy od początku dobrze czuli się i często korzystali szczególnie ze sklepów spożywczych typu convenience z tzw. sąsiedztwa, a także sklepów z materiałami remontowymi i wyposażeniem wnętrz (relatywnie więcej czasu na majsterkowanie oraz drobne remonty – podkreśla.

Zakupy stacjonarne symbolem dawnego życia

Polacy lubią zakupy, zawsze lubili. Przed wprowadzeniem ograniczeń handlu w niedziele, odwiedzanie centrów handlowych były jedną z najczęściej wybieranych weekendowych atrakcji. Snucie się po zakupowych alejkach, korzystanie z placów zabaw dla dzieci, wypad do kina, w między czasie zjedzony posiłek. Ulokowane w handlowych korytarzach punkty zapewniały spędzenie kilku ekscytujących godzin. Nie ma co ukrywać, że większość z nas lubiło tę formę wykorzystania wolnego czasu.

CZYTAJ TAKŻE: Zwrot zakupów do sklepu internetowego. Jakie są obowiązki sprzedawcy

Tymczasem pandemia koronawirusa nam to odebrała i to na bardzo długi czas. Zdaniem rządzących, centra handlowe i duże sklepy to miejsca, w których koronawirus bardzo szybko się rozprzestrzenia. Dlatego w trosce o bezpieczeństwo zarówno klientów, jak i pracowników, podjęta została decyzja o zamknięciu większości sklepów. Na nic zdały się lamenty przedstawicieli branży handlowej, zapewnienia o przestrzeganiu reżimu sanitarnego i dezaprobata ze strony konsumentów. Kolejne lockdowny wiązały i nadal wiążą się z obowiązkowym zamknięciem handlowych punktów stacjonarnych. Wzrost sprzedaży w handlu internetowym jest więc po części skutkiem rządowej taktyki walki z COVID-19.

CZYTAJ TAKŻE: Chcesz sprzedawać więcej w sklepie internetowym? Wprowadź odroczone płatności

Do wybrania takiej formy robienia zakupów zostaliśmy zmuszeni. A jak to z każdym przymusem bywa, z utęsknieniem czeka się na jego zakończenie. Zakazany owoc kusi najbardziej. Możliwość swobodnego pójścia do sklepu, bez strachu i konieczności monitorowania dozwolonej liczby osób to marzenie niejednego konsumenta. Co widać nie tylko w badaniach, ale i zachowaniach osób odwiedzających sklepy w czasie pandemicznego rozluźnienia. Z omawianego raportu EY wynika, że większość ankietowanych deklaruje powrót do stacjonarnej formy robienia zakupów w ciągu kilku dni lub tygodni po zakończeniu pandemii. Ale jak zaznacza Gęsicki, trudno w tej chwili oszacować skalę powrotu.

Otwartym pytaniem pozostaje przyszły balans pomiędzy poziomem zakupów realizowanych w Internecie vs. sieć stacjonarna, gdyż raczej mało realnym wydaje się powrót do nawyków sprzed pandemii – dodaje.

Oszczędne wydawanie pieniędzy

Kolejną sprawą, którą uwidoczniły badania jest fakt, że ostatnimi czasy Polacy wydają pieniądze bardzo rozsądnie. W porównaniu z czasem sprzed pandemii, coraz rzadziej do koszyków trafiają produkty spoza listy potrzeb. I co ciekawe, zachowanie to wcale nie jest spowodowane obawami o niepewną przyszłość. Wbrew europejskiej tendencji oraz krajowym nastrojom z października 2020 roku, ankietowani mniej boją się efektów pandemii. Oszczędzanie nie wynika z troski o utratę pracy. Ponad 40 procent pytanych spodziewa się, że jego sytuacja finansowa będzie stabilna.

Ale nawet ten optymizm nie przekłada się na chęć do wydawania pieniędzy. Ponieważ blisko 60 procent przyznaje, że teraz rozsądniej wydaje pieniądze niż przed pandemią. Co zazwyczaj objawia się dokładniejszą analizą produktów w zakupowym koszyku. Ale to nie wszystko, bo 34 procent wymienia produkty w celu obniżenia ostatecznej kwoty wydanej w sklepie. W porównaniu z poprzednim badaniem w tym zakresie nastąpił wzrost aż o 10 procent. Polacy coraz częściej przyznają, że rezygnują całkowicie z niektórych produktów.

CZYTAJ TAKŻE: Odmowa przyjęcia gotówki. Czy sprzedawca ma takie prawo?

Opisane zmiany w zestawieniu z dobrymi nastrojami finansowymi mogą być zaskakujące, ale jak tłumaczy Grzegorz Przytuła, Associate Partner EY-Parthenon, ekspert Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY ma to solidne uzasadnienie.

Przyczyn takiego stanu rzeczy można jednak upatrywać co najmniej w dwóch obszarach. Pierwszy to różnice między deklaracjami a faktycznym stanem rzeczy. Drugi dotyczy wymuszonych zachowań. Polacy mogli zauważyć, że przy znacznym ograniczeniu codziennych aktywności i spędzając większość czasu w domu, możliwe jest oszczędzanie większych kwot. Oszczędności mogą wynikać zarówno z faktu, że część wydatków stała się zbędna, jak i z tego, że ich realizacja została odgórnie ograniczona – podkreśla.

Oznacza to, że dopiero pełne otwarcie sklepów stacjonarnych i umożliwieniu konsumentom swobodnego podejmowania decyzji zakupowych, będzie można w pełni ocenić zmiany w ich zachowaniu. Dużo jedna wskazuje na to, że duża część Polków wróci do stacjonarnego sposobu zaopatrywania się w potrzebne produkty.