magazyn-firma

Licytacje komornicze cieszą się dużą popularnością. Przeczesywanie ofert samochodów stało się dla niektórych nie tylko hobby, ale również sposobem na znalezienie wyjątkowych okazji. Jakie samochody w najbliższym czasie trafią pod młotek? Przejrzeliśmy dla Was najnowsze ogłoszenia.

Licytacje komornicze to nie Otomoto, czy Olx

Jeśli komuś się wydaje, że przeglądanie ofert licytacji komorniczych w nowej wyszukiwarce obwieszczeń, będzie tak samo komfortowe jak wizyta na popularnych serwisach Otomoto lub Olx jest w błędzie. Serwis „Licytacje komornicze”, choć wygląda lepiej niż kiedyś, ma swoje wady.

Ogłoszeniom często brakuje zdjęć, a te, które są, mają często słabą jakość. Jeśli już są, zazwyczaj zrobione komórką, w pośpiechu. Trzeba jednak przyznać, że w obwieszczeniach czasami pojawiają się szczegółowe fotografie, które pozwalają na ocenę stanu wizualnego, korozji, a także uszkodzeń.

Ile samochodów osobowych w licytacjach komorniczych?

Według stanu na 16.08 w serwisie dedykowanym licytacjom komorniczym można znaleźć 201 obwieszczeń w kategorii „samochody osobowe”. Niektóre z nich zawierają po kilka pojazdów. To oznacza, że w serwisie możemy wybierać spośród kilkuset aut pozyskanych od dłużników.

CZYTAJ TAKŻE: Przejrzeliśmy licytacje komornicze. tu kupisz niemal wszystko do firmy

Samochody już od kilkuset złotych

Samochody oferowane w wyszukiwarce licytacji komorniczych, to cały przekrój modeli ostatnich dekad. Większość to samochody kilkunastoletnie, które czasy świetności mają dawno za sobą. Często ich stan pozostawia wiele do życzenia i z pewnością, wiele z nich trafi ostatecznie na części.

Zdarzają się również perełki. Pod koniec września w woj. małopolskim licytowana będzie m.in. kremowa Syrena 105 z 1978 roku. Suma oszacowania wynosi 7.300 zł, a cena wywoławcza niecałe 5,5 tys. złotych. Tego samego dnia pod młotek pójdzie również niebieska Warszawa 203 z 1969 roku. Jej cena wywoławcza to niecałe 5,8 tys. a suma oszacowania 7,7 tys. złotych. Szkoda, że w przypadku tego obwieszczenia nie zamieszczono zdjęć tych pojazdów.

Najdroższe licytowane samochody

Wśród obwieszczeń licytacji komorniczych można znaleźć również „prawie nowe” auta. Co ciekawe z niskim przebiegiem i stosunkowo niewielką ceną wywoławczą. W połowie września odbędzie się pierwsza licytacja hybrydowej Toyoty C-HR z przebiegiem poniżej 50 tys. km z 2017 roku. Cena wywoławcza tego pojazdu to 64,2 tys. zł. Trzeba jednak przyznać, że w serwisie brakuje kilkuletnich samochodów. Zdarza się również, że opisy są bardzo skąpe i nie pozwalają na dokładną ocenę, czy warto brać udział w licytacji, czy też nie. Mało jest także aut marek premium z ostatnich lat produkcji.

Niemniej, licytacje komornicze dają okazję na uzupełnienie prywatnej i firmowej floty. Trzeba jednak wykazać się cierpliwością w przeczesywaniu aktualnych ofert pojazdów, które trafiają pod komorniczy młotek.

 

 

 

Według danych IBRM Samar w lipcu 2022 zarejestrowano w naszym kraju 62,8 tys. używanych samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 tony sprowadzonych z zagranicy. To oznacza, że w ciągu roku import samochodów skurczył się o prawie jedną czwartą!

Import samochodów z zagranicy – co się dzieje?

Odnotowany spadek liczby rejestracji samochodów sprowadzanych z zagranicy może dziwić. Przy obecnych cenach nowych aut, a także długim czasie oczekiwania na pojazd z salonu, mogłoby się wydawać, że import samochodów otrzyma nowy impuls. Nic z tych rzeczy. Porównując dane z lipca 2022 z tymi sprzed roku, mówimy już o spektakularnej skali spadku - 23,9%. Jak komentuje te dane Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego „Samar”?

To najbardziej drastyczny spadek w tym roku, a jednocześnie najniższy wynik lipcowy od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku”. 

CZYTAJ TAKŻE: Zakup nowego samochodu odkładamy na później

Osobowe i dostawcze – struktura importu aut używanych

Zdecydowana większość samochodów, jakie w lipcu Polacy sprowadzili z zagranicy to auta osobowe – 57.630 sztuk. W tej kategorii spadek rok do roku wygląda jeszcze gorzej od średniej. To aż 24,7% na minusie, czyli blisko ¼ floty. Lepiej, choć wcale nie kolorowo wygląda import aut dostawczych. W tym przypadku w statystykach za lipiec znajdziemy 5.136 rejestracji, czyli o 12,8% mniej niż przed rokiem.

NA przestrzeni pierwszych siedmiu miesięcy 2022 roku sprowadziliśmy 466.017 samochodów osobowych i dostawczych. W ujęciu za okres styczeń-lipiec, skala spadków nie wygląda już tak źle – 16,3%. Tendencja jednak może martwić przedsiębiorców, żyjących z importu samochodów.

Coraz trudniej znaleźć auto w Niemczech?

Statystyki w ujęciu kierunków importu pokazują nam jeszcze jedno zjawisko. Największe problemy mają obecnie przedsiębiorcy importujący samochody z Niemiec. Pamiętajmy, że od lat zza Odry sprowadzamy najwięcej samochodów. W okresie od stycznia do końca lipca 2022 roku, z tego kierunku sprowadziliśmy 242,7 tys. pojazdów. To oznacza spadek o… 25,5% w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej.

Udział używanych aut sprowadzanych z Niemiec, w ogólnej licznie importowanych pojazdów zza granicy nadal przekracza jednak połowę rynku i wynosi 52,1%.

 

Zakup nowego samochodu odkładamy na przyszłość – wynika z danych IBRM Samar. Dwucyfrowe spadki widzimy nawet w segmencie premium, który był uznawany dotąd za odporny na kryzys.

Zakup nowego samochodu? Nie teraz

Pan Marek jest członkiem zarządu firmy produkcyjnej, którą można zaliczyć do średnich przedsiębiorstw. Zwykle co dwa lata, w każdym roku parzystym, przedsiębiorstwo wymieniało flotę samochodów kierownictwa najwyższego szczebla. W przypadku handlowców auta kupowało co pięć lat. „Na 2022 rok przypadła kulminacja zakupów. Planowaliśmy wymianę całej floty. Zabezpieczyliśmy finansowanie na ten cel, wybraliśmy markę, model i dilera. Do transakcji nie doszło. Zdecydowaliśmy, że z wymianą poczekamy. Kupiliśmy tylko dwa samochody, które mają zastąpić te mocno wyeksploatowane. W obecnej sytuacji wolimy poczekać. To nie jest dobry czas na zakup nowego samochodu, także dla przedsiębiorstw – powiedział w rozmowie z Magazynem Firma.

Z podobnego założenia wychodzi coraz więcej firm. „Postarzanie floty” to jeden z elementów walki z inflacją i zabezpieczenia się przed spodziewanym mocnym hamowaniem. Ci, którzy mimo wszystko decydują się na takie zakupy, tłumaczą to nieco innym podejściem. „Jeśli teraz nie wymienimy floty, to co będzie za rok czy dwa”? - pytają i tym decydują się na wpisanie do kolejki oczekujących na przyjazd nowych aut.

Branża motoryzacyjna hamuje

Hamowanie branży moto wygląda na coraz bardziej gwałtowne. W lipcu wydziały komunikacji wydały tablice dla 35 tysięcy nowych aut. Przyglądając się tym danym uważniej, zauważamy że w tym gronie znalazły się 7.082 samochody marek premium z udziałem w rynku wynoszący 20,4% - informuje IBRM Samar.

W obu przypadkach uzyskany wynik był gorszy niż w analogicznym miesiącu rok wcześniej, przy czym w przypadku całego rynku spadek wyniósł 12,3%, natomiast w przypadku marek Premium 15,8%. Wynik sumaryczny po 7 miesiącach wynosi niecałe 250 tys. zarejestrowanych samochodów, o 12,1% mniej niż rok wcześniej. W tym samym czasie rezultat zanotowany przez marki premium (56 260 aut) był o 3,9% gorszy niż rok wcześniej – komentuje prezes IBRM Samar Wojciech Drzewiecki.

Jakie nowe auta sprzedają się najlepiej?

Ostatni miesiąc nie przyniósł wyraźnych zmian w tabeli TOP10 najlepiej sprzedających się marek. Liderem z mocnym zaczepieniem na szczycie podium jest Toyota, która jak dotąd w 2022 roku sprzedała na polskim rynku prawie 44 tysiące samochodów. To wynik dwa razy lepszy niż Skody, która zajmuje pozycję wicelidera (22 tys.). Podium zamyka Kia z niewielką stratą do czeskiej marki (20,6 tys.). Na kolejnych miejscach listy rankingowej znalazły się Volkswagen, Hyundai, BMW, Mercedes, Dacia, Audi oraz Ford. Jak widać, trzy marki premium niezmiennie od wielu miesięcy, utrzymują się w ścisłej czołówce rynku” – czytamy w komentarzu IBRM Samar.

Co się dzieje z rynkiem motoryzacyjnym?

W motoryzacji bez zmian - chciałoby się odpowiedzieć na tak postawione pytanie. W dalszym ciągu branża ma problem z ograniczoną podażą aut, która nadal wynika z dostępności niektórych części, głównie elektroniki.

Dalej wymienić należy inflację oraz coraz wyższe stopy procentowe, które zwiększają raty zarówno leasingu, jak i wynajmu, czy kredytu.

Jak ocenia Wojciech Drzewiecki z Samaru:

Każdy z wymienionych czynników odgrywa inną rolę w procesie zakupu. Wydaje się, iż dziś największym problemem jest ograniczona podaż, jednak rola szeroko rozumianych czynników finansowych będzie rosła i może się okazać, że już wkrótce, pomimo zapowiadanej poprawy w dostawach aut na nasz rynek, sprzedaż nie będzie rosła, gdyż wysokie ceny oraz rosnące raty, w aspekcie powiększającej się niepewności gospodarczej, stanowić będą istotną przeszkodę w podjęciu decyzji o zakupie auta” – skomentował.

Tym razem przedstawiamy pomysł na biznes, w segmencie, który szybko rośnie w całej Unii Europejskiej. Jak wynika z danych IBRM Samar, SFCM i Wuzetem rynek regeneracji części samochodowych to jedna z najbardziej obiecujących gałęzi motoryzacji.

Pomysł na biznes – co się zepsuło można zregenerować

Według najnowszego raportu SDCM przytaczanego przez Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR i Wuzetem regeneracja staje się coraz popularniejsza. Czy to dobry pomysł na biznes? Spójrzmy na liczby. Około 10 proc. części zamiennych do samochodów w UE jest poddawanych regeneracji. Krótko mówiąc, to co się popsuło, nie trafia na śmietnik lub do recyklingu. Wiele elementów jest regenerowanych i może służyć jeszcze przez wiele lat.

Coraz starsza auta - szansa dla rynku regeneracji części

Z danych Samaru wynika, że na koniec ub.r. w naszym kraju zarejestrowanych było przeszło 19 milionów osobówek. 70% z nich ma 10 lat lub więcej. Średni wiek aut na naszych drogach to już 15,5 roku. Zresztą, ten wskaźnik stale rośnie.

Spójrzmy więc na statystyczny samochód przeciętnego Kowalskiego. Zjechał z taśmy montażowej gdzieś około 2007 roku. Lata świetności ma za sobą, ale dalej może służyć swojemu właścicielowi. Niestety, co jakiś czas się psuje. Ostatnio coraz częściej. Właściciel na naprawy wydaje coraz więcej. Z jednej strony inflacja dotyka części samochodowych i usług. Z drugiej zaś sprawia, że odmłodzenie domowej floty, trzeba odłożyć w czasie.

CZYTAJ TAKŻE: Pomysł na biznes: recykling polską specjalnością

Wymiana, czy regeneracja

Teraz wyobraźmy sobie tego samego Kowalskiego, który u mechanika staje przed wyborem. Z jednej strony, może kupić nowe części i zapłaci według cennika. Z drugiej pojawia się alternatywa – tańsze elementy po regeneracji. W dobie wszechobecnej drożyzny, zgadnijcie, którą opcję wybierze nasz bohater?

Warsztaty specjalizujące się w regeneracji podzespołów mogą liczyć na dobry czas. To jedna z nielicznych gałęzi branży moto, która może liczyć na dobry czas. Według badań portalu Otomoto.pl właściciele aut, których data produkcji przypada na pierwszą dekadę wieku, coraz częściej sięgają po części używane, a także te regenerowane. Dziś mówi się o grupie 12 procent właścicieli pojazdów.

Regeneracja części jest ekologiczna

Przytoczmy inną twardą liczbę. Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM) ocenia, że tylko w 2020 roku fabryczna regeneracja części do aut zmniejszyła emisję CO2 o 800 tysięcy ton. Nic nam nie mówi ta liczba? To mniej więcej taki ślad węglowy, jaki pozostawia po sobie 120 tysięcy Europejczyków. Mamy wrażenie, że pod takim wskaźnikiem unijni urzędnicy bez wahania kliknęliby przycisk „Lubię to”.

Czy regeneracja części się opłaca?

Inny argument leży wśród danych finansowych. Łączna wartość sprzedaży części po regeneracji, tylko w 2021 roku sięgnęła w UE pułapu 4,7 mld Euro, czyli… kilkunastu miliardów złotych.Zużycie surowców w procesie regeneracji jest od 50 do 90 proc. niższe niż w przypadku, w którym produkujemy część od podstaw. Przy dzisiejszym zamieszaniu z łańcuchami dostaw mamy kolejny argument za!

Niemiec płakał, jak sprzedawał. Dziś płacze Polak, bo znaleźć klienta nie może. Czerwiec 2022 okazał się najgorszym miesiącem dla przedsiębiorców żyjących ze sprowadzania samochodów i odsprzedawania ich na polskim rynku. Dlaczego popyt na używane auta z zagranicy hamuje?

Używane auta z zagranicy

Mogłoby się wydawać, że w dobie problemów z zakupem nowego auta i wszechobecnej drożyzny, import aut używanych będzie się rozwijał w najlepsze. Eksperci z Instytutu Badań Rynku Samochodowego SAMAR śledząc dostępne dane, zauważają mocno odwrotną tendencję, która ma prawo niepokoić przedsiębiorców sprowadzających i sprzedających auta używane z zagranicy.

Ile aut sprowadzamy z zagranicy?

Dość powiedzieć, że w czerwcu 2022 roku tablice rejestracyjne z oznaczeniem „PL” trafiły na 68 162 samochody importowane z zagranicy. Mowa o pojazdach osobowych i dostawczych o dopuszczalnej masie całkowitej 3,5 tony. To oznacza, że tylko w ciągu roku rynek ten skurczył się o… 19,5% ! Gorsze dane za czerwiec ostatni raz odnotowane były 9 lat temu, w 2013 roku.

>>> 10% zniżki na paliwo! Nie od stacji. Od banku!

Najgorzej wygląda sytuacja importowanych dostawczaków. Ten rynek zmniejszył się o blisko jedną czwartą (24,5%).

Słaby rok dla importerów samochodów używanych

Ktoś może powiedzieć, że to jedynie miesięczne dane, które w skali roku mogą okazać się „wyjątkiem”. Niestety nic z tych rzeczy. IBRM SAMAR wziął pod lupę także dane za całe półrocze.

Łączny wynik za pierwsze sześć miesięcy tylko na pierwszy rzut oka może wyglądać imponująco – to 403.251 samochodów. Wynik ten jest jednak gorszy o 15%, jeśli porównamy go do analogicznego okresu w pandemicznym 2021 roku.

Coraz starsze samochody importowane do Polski

Efekt inflacji dobrze jest widoczny, jeśli spojrzymy na wiek sprowadzanych pojazdów. Tu nie ma złudzeń. Sprowadzamy coraz starsze samochody, ze średnią 12,65 roku. Tylko w czerwcu padł rekord średniego wieku importowanych aut – 12,72 roku.

Średnią solidnie zawyżają osobówki, które liczą sobie 12,8 roku. Jeśli weźmiemy pod uwagę te, z silnikami benzynowymi pojawi nam się średnia 13,66 roku. Taka tendencja rynkowa raczej nikogo nie powinna cieszyć.

Rekordowa sprzedaż opon w Polsce. Dane Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego pokazują, że rynek opon obudowuje się po pandemii. Tylko w jednym segmencie są spadki. Reszta bije rekordy.

W pierwszym kwartale 2022 roku sprzedano 4,5 mln opon. Rynek opon odbudowuje się po pandemii, ale wzrasta niepewność.

Sprzedaż opon w Polsce

W pierwszym kwartale 2022 roku sprzedaż opon na rynek zwiększyła się prawie we wszystkich segmentach: opony do samochodów osobowych rosły o +22%, SUV +24%, ciężarowych +7%, dostawczych +31%, motocyklowych +17%, a przemysłowych +10%.

Tylko w segmencie opon do maszyn rolniczych zanotowano spadek o 11% w stosunku ro analogicznego okresu rok temu. Wzrosty widać też w większości segmentów na rynkach europejskich. Udział opon premium wzrósł o +15% – w segmencie opon do samochodów osobowych, SUV i dostawczych oraz o +16% w oponach ciężarowych.

– Widzimy, że rynek opon odbudował się po pandemii i w ostatnich kwartałach notował systematyczne wzrosty. Natomiast wraz z początkiem letniego sezonu wymiany opon, ta dynamika wyhamowała i jest porównywalna z poziomem z 2019 r. Ponadto wskutek wzrostu cen surowców także koszty produkcji opon nadal będą rosły w najbliższym czasie – a co za tym idzie należałoby się spodziewać, że cena dla klienta końcowego również będzie rosnąć – wskazuje Radosław Bółkowski, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Sprzedaż opon

– W pierwszym kwartale sprzedaż opon w większości segmentów mocno rosła. Jedynie opony rolnicze notowały spadek – co może być efektem sezonowości, ale także zapowiedzią zmniejszonych inwestycji w rolnictwie. Cieszy nas za to systematyczny wzrost sprzedaży w segmentach premium – bo to większe bezpieczeństwo podróżujących samochodami oraz dłuższa eksploatacja opon dla kierowcy, a przy okazji oszczędności. Szczególnie mocno widzimy to w klasie opon do samochodów ciężarowych, gdzie opony budżetowe i średnie utrzymują podobne poziomy, podczas gdy segment premium mocno rośnie. Spedytorzy i właściciele ciężarówek dobrze wiedzą, jak ważne są opony w eksploatacji i ile oszczędności mogą przynieść te porządne oraz właściwe użytkowane – potwierdza Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Europejski rynek opon

W pierwszym kwartale 2022 r. europejska sprzedaż opon zanotowała wzrosty, z wyjątkiem segmentu rolniczego, dla którego ujemna jednocyfrowa tendencja jest być powiązana z sezonowością.

Rośnie sprzedaż opon całorocznych, a dzięki ożywieniu gospodarczemu także tych do samochodów ciężarowych i autobusów, motocykli oraz skuterów. Tempo wzrostu zwolniło nieco w marcu w wyniku niepewności i wpływu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

– Musimy być realistami i zakładać, że napięcia w dostawach surowców oraz energii wynikające z obecnej sytuacji prawdopodobnie wpłyną na wielkość sprzedaży w nadchodzących miesiącach. Wszyscy mamy nadzieję, że w pełne zaangażowanie wszystkich pomoże w rozwiązaniu konfliktu, aby zatrzymać wojnę i przywrócić pokój – powiedziała Fazilet Cinaralp, sekretarz generalna Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).
Więcej informacji na stronach pzpo.org.pl

Jak napisać ogłoszenie sprzedaży samochodu? Przebieg, moc silnika i zapewnienie o płaczącym Niemcu to za mało. Tom Hanks wystawił na charytatywną licytację swojego… Fiata 126p, a przy okazji dał nam przykład – jak napisać porywające ogłoszenie na portal.

Jak napisać ogłoszenie sprzedaży samochodu?

Pewnie nie raz zastanawialiście się, co oprócz danych auta dopisać do ogłoszenia, by samochód szybko znalazł zainteresowanie. Zwykle wydaje nam się, że zapewnienie o bezwypadkowości, nienagannym lakierze oraz wymienionym rozrządzie wystarczy. Może i tak. Tom Hanks, a może bardziej jego współpracownicy zrobili jednak copywriterskie i marketingowe mistrzostwo świata. Sami kupilibyśmy tego malucha… tyle że kosztuje on teraz… 55,555 USD (wg stanu na piątkowe popołudnie, 4.03.2022).

Co się stało z maluchem dla Toma Hanksa?

Na razie absolutnie nic. Autko wyprodukowane w 1974 roku w Bielsku-Białej i wyremontowane gruntownie w 2017 tamże, przeżywa luksusową emeryturę. Stoi nadal na polskich blachach gdzieś w garażu w Santa Monica w Kaliforni. Rok temu przeszedł drobne, aczkolwiek konieczne naprawy serwisowe. Autorzy ogłoszenia dokładnie je opisują. Żyć nie umierać, lub jeździć nie rdzewieć. Jedyny w swoim rodzaju biały maluszek w wersji 600 z wykończeniem wnętrza w zielonej skórze wygląda zjawiskowo.

Jak maluch trafił do Toma Hanksa

Miało być o samym ogłoszeniu, ale króciutko przypomnimy historię malucha o numerach rejestracyjnych SB 0126T. Auto przyleciało do Toma Hanksa w luku bagażowym… Dreamlinera, czyli Boeinga 787 Polskich Linii Lotniczych LOT. Sama akcja była totalnie spontaniczna. Aktor podczas pobytu na Węgrzech zrobił sobie selfie z małym fiatem, które stało się viralem w polskim internecie. Grupa fanów z Polski przy udziale firm BB OldTimer Garage i Carlex Design postanowiło kupić fiata, odrestaurować i wysłać go aktorowi na 61 urodziny. Przy okazji robiąc akcję charytatywną na rzecz bielskiego szpitala. Auto w wersji „FIAT 126p Bielsko-Biała by Tom Hanks” wygląda fantastycznie. No dobrze. To teraz o samym ogłoszeniu.

Jak napisać ogłoszenie sprzedaży samochodu?

Przechodzimy do sedna. Tom Hanks sprzedaje fiacika, bo chce w ten sposób wesprzeć fundację, która pomaga weteranom. Szlachetny gest. Aby auto „wykręciło” jak najlepszą wartość, sztab specjalistów od marketingu i copywritingu przygotował wyjątkowy opis, który wraz z filmem znalazł się na tej stronie internetowej. Całe ogłoszenie ma 4,3 tysiąca znaków. Próżno szukać w polskim internecie takiego. Dlaczego?

Ogłoszenie zostało napisane zgodnie z zasadami nowoczesnego storytellingu. Czyta się je z zaciekawieniem, poznając dokładnie historię samochodu, inicjatywy fanów z Polski oraz pracę firm, które odrestaurowały Polskiego Fiata 126p.

Oprócz praktycznych informacji takich jak „Stalowe felgi w kolorze złamanej bieli 12” są montowane z oponami Dębica Passio 135/80” oraz „koło zapasowe przechowywane jest w przednim bagażniku” (hmm – fiacik nie ma tylnego przecież) znalazły się bardziej spektakularne opisy.

„Biała dwuramienna kierownica ma srebrną linię środkową i otacza prędkościomierz 80 mil na godzinę z wbudowanym wskaźnikiem poziomu paliwa”.

Wow. Wpadlibyście na to, by opisując małego fiata pisać o dwuramiennej kierownicy?Zwrócilibyście uwagę na fakt, ile auto ma na liczniku? Wreszcie – odnotowalibyście wskaźnik poziomu paliwa??? Nie chodzi o samo wypunktowanie, ale fakt, że całość ogłoszenia tworzy przyjemną do czytania historię.

„Montowany z tyłu silnik rzędowy o pojemności 594 cm3 miał fabrycznie moc 23 KM i moment obrotowy 29 Nm, w czasach, kiedy był nowy. Serwis wykonano w listopadzie 2021 r. Prace obejmowały czyszczenie i regulację gaźnika, czyszczenie zbiornika paliwa i przewodów, wymianę oleju oraz wymianę filtra paliwa, akumulatora i przewodu masowego”.

Nie wystarczy wypunktować ogłoszenia

Ekipa Hanksa nie napisała ogłoszenia – punktując poszczególne walory. A tak robi to większość polskich sprzedawców. Nie bawi się też w słowotwórstwo jak słynny polski „bezwypadek”. I co ciekawe przyznaje w tekście, że choć „na pięciocyfrowym liczniku kilometrów wskazanie pokazuje prawie 300 mil” – prawdziwy przebieg auta jest NIEZNANY! Gdyby było inaczej, zaraz ktoś odpisałby w komentarzu, że pewnie kręcony.

Warto przeczytać całe ogłoszenie i zobaczyć film, który jest jego integralną częścią. Tom Hanks to genialny aktor. Robi doskonałe show, opowiadając o polskim autku. Swoje zrobili też autorzy zdjęć i montażyści nie mamy jednak nic przeciwko, by ogłoszenie Toma Hanksa nazwać „wzorcem z Sevres” . Spróbujcie to samo z Passatem!

Post scriptum

To, co cieszy nas szczególnie, to fakt, że w ogłoszeniu Toma Hanksa znalazły się nazwy polskich firm. M.in Carlex Design, która pracowała nad wykończeniem wnętrza fiacika. Jeśli chcecie poznać jej historię, zachęcamy do przeczytania tego artykułu w blogu Biznes na Ostro.

Prawie 2 tysiące osób fizycznych złożyło wnioski w ramach programu dofinansowania pojazdów elektrycznych „Mój elektryk” – informuje IBRM Samar powołując się na dane z NFOŚiGW. Z kolei podmioty niebędące osobą fizyczną złożyły jak na razie 904 aplikacje w programie.

Jaka jest popularność programu „Mój elektryk”?

Kiedy startował program "Mój elektryk" wiele osób ostrzyło sobie zęby na możliwość zakupu nowoczesnego auta na prąd z państwową dopłatą. W pierwszej kolejności z dobrodziejstw tego mechanizmu mogły korzystać wyłącznie osoby fizyczne. Firmy, musiały się wstrzymać. Przesunięcie czasowe odbija się na statystykach.

Jak ustalił Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego „SAMAR”, powołując się na dane NFOŚiGW do tej pory napłynęły 1.919 wnioski od osób fizycznych do programu „Mój elektryk”. Łączna kwota tych dopłat to przeszło 40 mln złotych. Z tej puli 497 wniosków złożyły osoby posiadające Kartę Dużej Rodziny.

CZYTAJ TAKŻE: „Mój elektryk”. PKO Leasing i Masterlease pomogą zaoszczędzić kilkaset złotych na racie leasingowej

„Mój elektryk” dla firm

Wśród spółek i różnego rodzaju instytucji popularność programu jest znacznie mniejsza. Być może dlatego, że dla nich program ruszył kilka miesięcy później. Jak dotąd podmioty inne niż osoba fizyczna złożyły 904 wnioski, z których przyjęto do tej pory 283. W tym przypadku mówimy o łącznej kwocie blisko 20 mln złotych. Biorąc pod uwagę tempo napływania wniosków, można się spodziewać, że wcześniej czy później ta grupa będzie liczniejsza od osób fizycznych.

Rozwija się także tzw. ścieżka leasingowa. Do 21 lutego Bank Ochrony Środowiska podpisał 12 umów z firmami leasingowymi. Przedstawiciele BOŚ, w odpowiedzi nadesłanej do redakcji IBRM Samar poinformowali, że bank przesłał już do firm leasingowych wypełnione umowy dotacji dla 136 pojazdów” – czytamy.

Samochód elektryczny z dopłatą dla osób fizycznych

Program „Mój elektryk” dla osób fizycznych ruszył 12 lipca 2021 roku. Od tego dnia Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przyjmuje dotacje do kupionego samochodu.

Trzeba pamiętać, że w tym przypadku limit wartości pojazdu wynosi 225 tysięcy złotych. Ograniczenie to nie dotyczy jednak osób posiadających Kartę Dużej Rodziny.

W tym przypadku dotacja wynosi 18.750 PLN. Rodziny z trójką i większą liczbą dzieci mogą otrzymać wyższe wsparcie, nawet do 27 tys. PLN.

Samochód elektryczny z dopłatą dla firm

8 września 2021 r. NFOŚiGW podpisał umowę z Bankiem Ochrony Środowiska. Na jej mocy, BOŚ zaprosił firmy leasingowe do współdziałania w ramach programu „Mój elektryk”.

Z kolei od 22 listopada 2022 r. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przyjmuje wnioski o wsparcie w zakupie auta elektrycznego przez podmioty inne niż osoby fizyczne. To oznacza, że „Mój elektryk” stał się dostępny np. dla spółek z ograniczoną odpowiedzialności, organizacji, samorządów etc. „Dla osobowych „elektryków” firmowych przewidziano dotację w wysokości 18 750 zł lub nawet 27 000 zł, jeśli deklarowany roczny przebieg pojazdu wyniesie co najmniej 15 tys. km” – systematyzuje w swoim opracowaniu IBRM Samar. „W przypadku samochodów dostawczych dotacja jest jeszcze wyższa, w zależności od przebiegu rocznego  –  do 50 tys. zł lub do 70 tys. zł, maksymalnie do 20 proc. lub do 30 proc. kosztów kwalifikowanych kupna samochodu” – przypomniano w raporcie.

Susza na rynku wtórnym. Brakuje używanych samochodów osobowych i dostawczych. IBRM Samar alarmuje, że tendencja ta jest coraz bardziej widoczna. Pokazują to dane za styczeń. Liczba używanych aut sprowadzanych z zagranicy była najniższa od… 8 lat!

Brakuje używanych samochodów?

Może ktoś powiedzieć, że najgorszy wynik od 8 lat, to żadna tragedia. W końcu w 2014 roku mieliśmy do czynienia z bardzo podobną sytuacją. Tak, ale wtedy nie brakowało aut prosto z fabryki. Ba! Sprzedawały się wówczas całkiem nieźle. Teraz nawet nasi zachodni sąsiedzi decydują się na odłożenie decyzji o zmianie auta. Zniechęca ich czas oczekiwania na nowy samochód. Do tego dochodzi inflacja.

Można powiedzieć, że ponad 61 tys. aut sprowadzonych z zagranicy w styczniu i zarejestrowanych w wydziałach komunikacji to i tak niezły wynik. Inaczej wygląda to jednak z perspektywy kupującego, któremu trudniej jest wybrać auto, o jakim myśli. W takich warunkach trudniej negocjuje się też cenę. Szukam od dłuższego czasu używanego samochodu do przewozu wyrobów cukierniczych do 3,5 tony, ale widzę, że jak na dzisiejsze realia jestem zbyt wybredny i muszę chyba brać, co jest” – napisał na jednej z grup dyskusyjnych przedsiębiorca z Warmii i Mazur. W podobnej sytuacji jest także wielu innych przedsiębiorców, którzy przy obecnym wzroście kosztów, inflacji i perturbacjach na rynku moto odkładają na później decyzję o zakupie nowego samochodu.

CZYTAJ TAKŻE: Albo leasing albo wcale. Dealerzy samochodów marudzą na gotówkę

Na rynku wtórnym coraz starsze auta

Widoczna jest także jeszcze jedna tendencja. Na rynku wyraźnie brakuje młodszych samochodów. Sprzedawane są głównie te, które lata świetności mają już za sobą. Dość powiedzieć, że średni wiek aut sprowadzonych w styczniu wyniósł aż 12 lat i 4 miesiące. Średni, to znaczy, że na rynku nie brakuje jeszcze starszych egzemplarzy z początku wieku. Jak się okazuje, również i one nie czekają zbyt długo na nabywców.

Trudno o auta z Niemiec, Włoch i Szwajcarii

W przypadku samochodów importowanych z Niemiec, Włoch i Szwajcarii spadki wolumenu sprowadzanych aut są dwucyfrowe. W przypadku naszych zachodnich sąsiadów spadek sięgnął 10,8%. Dużo gorzej jest w przypadku Włoch (-16,9%) oraz Szwajcarii (-15%). Importerzy częściej szukają innych kierunków. Największy wzrost w styczniu 2022 roku odnotowały auta ze Stanów Zjednoczonych, których zarejestrowano o… 18% więcej. Dobry wynik dotyczy także samochodów importowanych z Francji. Tu wzrost sięgnął prawie 9%.

PZU rozszerza ubezpieczenie na samochody elektryczne. Jak działa ubezpieczenie PZU dla samochodów elektrycznych?

PZU oferuje nowy zakres ubezpieczenia AC dla właścicieli pojazdów elektrycznych. Objął ochroną szkody dotyczące ładowarek, w tym wallbox’a, a także kabli ładujących oraz baterii.

 

Jest to odpowiedź na rosnącą popularność samochodów elektrycznych. Jak wynika z danych PSPA, w listopadzie 2021 r. w Polsce zrejestrowanych było 35,2 tys. samochodów osobowych z napędem elektrycznym. To dwa razy więcej niż w 2020 roku.

– Rynek motoryzacyjny zmierza w kierunku elektromobilności. Sprzedaż tzw. elektryków konsekwentnie rośnie, dlatego chcieliśmy uzupełnić lukę na rynku ubezpieczeniowym i wesprzeć klientów flotowych korporacyjnych, którzy zdecydowali się na zakup pojazdu z napędem elektrycznym. Ochrona ubezpieczeniowa związana ze szkodami dotyczącymi infrastruktury niezbędnej do użytkowania samochodu elektrycznego jest równie ważna, jak ubezpieczenie samego auta – mówi Konrad Owsiński, dyrektor ds. underwritingu ubezpieczeń komunikacyjnych w PZU.

Dzięki nowej klauzuli właściciele samochodów elektrycznych, którzy wykupią polisę polisę autocasco w PZU, mogą liczyć na ochronę w przypadku szkód dotyczących elementów pojazdu elektrycznego, które są następstwem m.in. kradzieży, przeciążenia instalacji, przegrzania, zwarcia, spadku napięcia, a także uszkodzenia wskutek rażącego niedbalstwa.

Suma ubezpieczenia w przypadku kabli i baterii określona jest w umowie AC, natomiast w przypadku ładowarki jest ona odrębnie ustalona i wynosi 3000 zł.

Liczba aut elektrycznych w Polsce

Według raportu Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR, liczba zarejestrowanych w Polsce samochodów elektrycznych i hybrydowych typu plug-in (osobowych i dostawczych o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony) przekroczyła poziom 37 tysięcy sztuk[i].

Rosnącej liczbie pojazdów sprzyja rozwój infrastruktury ładowania. Według danych z końca listopada 2021 r., w Polsce użytkownicy samochodów z wtyczką mają do dyspozycji 1813 ogólnodostępnych stacji ładowania, w tym 3544 punkty, a tylko w listopadzie uruchomiono 207 nowych punktów[ii].

Pod koniec roku 2021 wprowadzono także zmiany legislacyjne, które mają ułatwić montaż punktów ładowania samochodów elektrycznych na wniosek mieszkańców danego budynku[iii].

Ubezpieczenie samochodu elektrycznego

Rozszerzanie oferty ubezpieczeniowej PZU o zielone produkty jest ściśle związane ze strategią Grupy PZU na lata 2021-2024 w obszarze ESG, która zakłada osiągnięcie przez nią neutralności klimatycznej. By ten cel osiągnąć, spółki PZU docelowo będą korzystały wyłącznie z zielonej energii elektrycznej pochodzącej z odnawialnych źródeł, ograniczały zużycie wielu zasobów (m.in. energii, paliw), a także zwiększały udział samochodów hybrydowych oraz elektrycznych w firmowych flotach.

PZU planuje, że do roku 2040 neutralni klimatycznie staną się też jego kooperanci i partnerzy biznesowi, a do roku 2050 także klienci ubezpieczeniowi i inwestycyjni. Największy polski ubezpieczyciel aktywnie wspiera transformację klimatyczną polskiej gospodarki. Zaangażował dotąd 150 mln zł w finansowanie rozbudowy lądowych farm wiatrowych, przystąpił do szerokiego porozumienia na rzecz rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce, nabył też obligacje ESG za kwotę 300 mln zł.

Niedawno PZU wprowadził unikalne na rynku, specjalne ubezpieczenia dla instalacji OZE dla klientów indywidualnych oraz biznesowych, by wspierać rozwój sektora zielonej energii.

[i] Dane z grudnia 2021, Źródło: IBRM Samar

[ii] Licznik elektromobilności PZPM i PSPA, Źródło: Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych

[iii] Ustawa z dnia 2 grudnia 2021 r. o zmianie ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych oraz niektórych innych ustaw.

Magazyn Firma

Magazyn Firma to serwis dla przedsiębiorców sektora MŚP. Prosto, konkretnie i praktycznie pokazujemy to, co ciekawe w zarabianiu pieniędzy.

Odwiedź nas na:

Magazyn Firma 2022. All Rights Reserved.
magnifier