magazyn-firma

OLX usłyszał zarzuty od Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Chodzi o sortowanie ofert w serwisie, które może wprowadzać w błąd oraz, jak ujął to regulator - „iluzoryczną ochronę kupujących w ramach »Pakietu ochronnego«”. Popularnej platformie grozi kara do 10 procent obrotu. 

UOKiK vs. OLX

Nikt nie ma wątpliwości, że OLX jest w absolutnej czołówce, jeśli chodzi o platformy e-commerce w naszym kraju. Za jej pośrednictwem można sprzedać oraz kupić różnego rodzaju produkty, oraz usługi.

Jak przyznaje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, spływało do niego wiele sygnałów na temat nieuczciwych praktyk, jakie miały być stosowane przez serwis. Regulator dokładnie się im przyznał, a wnioski nie brzmią najlepiej dla popularnego serwisu.

Jakie zarzuty Prezesa UOKiK wobec OLX?

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zarzuca spółce wprowadzającą w błąd praktykę sortowania ofert. UOKiK zwraca uwagę, że wybierając opcję „od najtańszych” – ceny nie uwzględniają kosztów tzw. Usługi serwisowej. To zdaniem regulatora może wpłynąć na wybór oferty, która faktycznie jest mniej opłacalna. Ta opłata jest doliczana jedynie do części produktów, kiedy kupujący korzysta z przesyłek oraz płatności OLX.

UOKiK podaje przykład męskiej koszuli za 39 złotych z opłatą serwisową 3,67 zł, która jest widoczna dopiero po kliknięciu ogłoszenia. W takiej sytuacji plasuje się wyżej i wydaje się bardziej atrakcyjna cenowo, niż podobna koszula za 40 złotych, w przypadku której nie ma dodatkowych opłat.

CZYTAJ TAKŻE: Prowadzenie firmy jest coraz trudniejsze? Ta uważa 3 na 4 przedsiębiorców!

UOKiK: sortowanie musi bazować na porównywalnych kryteriach

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny stawia sprawę jasno. „Rzetelne sortowanie produktów musi bazować na porównywalnych kryteriach. Szukanie ofert „od najtańszej” pozwala znaleźć najkorzystniejszą cenowo, bez konieczności weryfikacji każdego ogłoszenia. Jest to szczególnie istotne, gdy szukamy popularnych produktów, których jest wiele w serwisie. Sortowanie według ceny powinno uwzględniać wszystkie elementy składające się na jej finalną wysokość. Pominięcie jakiegoś składnika może wprowadzać użytkownika w błąd” – ocenił.

„Usługa serwisowa” i „Pakiet ochronny” pod lupą UOKiK

Zastrzeżenia Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wzbudził także brak jasnych oraz jednoznacznych informacji co do samej „Usługi serwisowej”. Wątpliwości urzędu dotyczą braku informacji dla użytkowników o możliwości zakupu bez dodatkowej opłaty, np. poprzez ustalenie w wiadomościach na platformie warunków odbioru bezpośrednio od sprzedającego.

To jednak nie wszystko. Wśród zgłoszeń, jakie kupujący przesłali do UOKiK, znalazły się skargi na temat „Pakietu ochronnego”. Usługa ta opisywana jest przez platformę jako dodatkowa ochrona, która umożliwia zgłoszenie pustej paczki lub otrzymanie przedmiotu innego niż zamawiany w ciągu doby od odbioru. Według zapewnień, w takiej sytuacji, po potwierdzeniu zasadności zgłoszenia, możliwe jest wstrzymanie pieniędzy sprzedającemu oraz zwrócenie ich kupującemu.

„Po przejrzeniu regulaminu jednak liczba zastosowanych wyłączeń budzi wątpliwości co do rzeczywistej możliwości skorzystania z tej ochrony, podobnie jak i procedura rozpatrywania zgłoszeń. Jej postanowienia są bowiem w nieuzasadniony sposób korzystniejsze dla sprzedającego” – napisał UOKiK w komunikacie.

 

Prawo o ruchu drogowym coraz bardziej restrykcyjnie podchodzą to wszelkiego rodzaju przewinień kierowców. Może się zdarzyć, że przykładny i wzorowy kierowca w naszej firmie straci uprawnienia np. w wyniku przekroczenia prędkości na trzy miesiące. Co możemy zrobić zgodnie z prawem, gdy pracownik stracił prawo jazdy?

Pracownik stracił prawo jazdy – co może pracodawca?

Każdego roku, tylko w wyniku przekroczenia prędkości o 50 km/h w terenie zabudowanym prawo jazdy tracą na trzy miesiące dziesiątki tysięcy kierowców. Problem jest szczególnie poważny, kiedy uprawnienia są konieczne do wykonywania obowiązków służbowych przez kierowcę!

Sytuacja z punktu widzenia prawa pracy jest prosta. Opcje są dwie. W takiej sytuacji należy uznać, że w wyniku utraty prawa jazdy, nasz pracownik stracił niezbędne uprawnienia do wykonywania obowiązków służbowych. Jeśli oczywiście tak w istocie jest, czyli pracuje jako kierowca, przedstawiciel handlowy, dostawca towaru etc.

W takich okolicznościach szef ma wybór między rozwiązaniem łagodnym i radykalnym. Po pierwsze może przesunąć takiego pracownika na inne stanowisko pracy, np. na trzy miesiące lub rozwiązać umowę. W takim wypadku dopuszczalne jest nawet rozstrzygnięcie w trybie dyscyplinarnym.

CZYTAJ TAKŻE: Kontrola drogowa za granicą

Utrata prawa jazdy i przesunięcie na inne stanowisko

Dość często pracodawcy decydują się na tymczasowe, lub stałe przesunięcie pracownika na inne stanowisko. Dzieje się tak zazwyczaj w przypadku, kiedy problem dotyczy doświadczonej i cennej dla firmy osoby.

Pan Andrzej, zarządzający piekarnią na Mazowszu, opowiedział nam historię swojego pracownika, który stracił prawo jazdy, spiesząc się z dostawą, do jednego z kluczowych klientów. Przekroczył prędkość o 60 km/h. „Nie było mowy o zwolnieniu pracownika. Sam, na dwa miesiące usiadłem za kierownicą, a pracownik zajął się fizycznym przenoszeniem towaru do klientów. W kolejnym, trzecim miesiącu udał się na zaległy urlop. Dziś powrócił na dawne stanowisko” – opowiada.

Pod względem formalnym, takie rozstrzygnięcie wymaga sporządzenia prostego aneksu do umowy o pracę. Zwykle na ten czas pracodawcy decydują się na obniżenie wynagrodzenia, które po odzyskaniu uprawnień wraca do dawnego poziomu.

Dyscyplinarka za utratę prawa jazdy

Na drugim biegunie możliwości prawnych jest zwolnienie pracownika, który utracił prawo jazdy. Co do zasady, najczęściej takie rozwiązanie stosują mali przedsiębiorcy, którzy nie mogą pozwolić sobie na powiększanie kosztów. Podobne decyzje zapadają także wobec osób, które dopiero rozpoczęły pracę w danym przedsiębiorstwie.

Litera prawa w takich okolicznościach jest jasna. Utrata prawa jazdy, podchodzi pod zawartą w kodeksie pracy „zawinioną utratę uprawnień koniecznych do wykonywania pracy na zajmowanym stanowisku”. Podstawę prawną znajdziemy w artykule 52 par. 1 pkt 3 Kp. Pamiętajmy, że zupełnie bez znaczenia jest „tymczasowość utraty uprawnień”. Cały kwartał to po prostu zbyt długi horyzont czasowy. Konieczne jest przecież znalezienie w krótkim czasie kogoś, kto zastąpi pracownika.

Czy policja wyśle pismo pracodawcy o odebraniu uprawnień pracownikowi

Tu poruszamy bardzo trudny temat. Niestety, pracodawcy nie mają szans na dowiedzenie się, o utracie prawa jazdy. Wiele zależy od odpowiedzialności samego pracownika, który powinien poinformować pracodawcę o takiej sytuacji. Zdarza się jednak, że niektórzy kierowcy zatają fakt odebrania prawa jazdy i ryzykując recydywą, jeżdżą dalej. Osoba, która zostanie przyłapana na kierowaniu pojazdem bez uprawnień, może stracić prawo jazdy na kolejne 3 miesiące. Jeśli spowoduje kolizję lub wypadek, ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania itd.

Choćby z tego powodu, warto jasno określić w firmie zasady postępowania w takich okolicznościach.

Związek Pracodawców SKP wraz z Konfederacją Lewiatan krytykują planowane zmiany w ustawie o ruchu drogowym, które mają implementować unijne prawo i które dotkną Stacje Kontroli Pojazdów. W ich ocenie regulacji jest zbyt wiele. I to w stosunku do tego, co jest wymagane przez Unię Europejską.

Stacje Kontroli Pojazdów z dodatkowymi obowiązkami?

Przepisy, które znalazły się w ustawie, jaka lada moment trafi do Sejmu, w opinii Związku Pracodawców SKP nakładają zbyt wiele obowiązków na Stacje Kontroli Pojazdów. Lista „nowości” jest znacznie dłuższa, niż wymaga sama Unia Europejska.

Jak przypomina ZPSKP oraz Lewiatan, w obowiązującym Prawie Przedsiębiorców znajduje się jasny zapis. Czytamy w nim, że  „implementując prawo Unii Europejskiej i prawo międzynarodowe, należy dążyć do nakładania wyłącznie obowiązków administracyjnych niezbędnych do osiągnięcia celów implementowanych przepisów”.

Dodatkowe obciążenia dla SKP

Wśród dodatkowych obciążeń dla Stacji Kontroli Pojazdów, których od Polski wcale nie wymaga unijne prawodawstwo, pracodawcy wymieniają:

- Dualizm w nadzorze nad stacjami kontroli pojazdów. Obecnie jest to starosta, po zmianach będzie jeszcze TDT.

- System kontrolnych badań technicznych, czyli wyników kwestionowanych przez posiadaczy pojazdów.

- System karnych, dodatkowych opłat za badania techniczne pojazdów po terminie

- Dodatkowe dokumentowanie obecności pojazdu w czasie badania w stacji. Ma być to obowiązkowa fotografia drogomierza.

- Przewidziane w prawie sankcje karne dla przedsiębiorców, a także personelu.

W ocenie przedsiębiorców wszystkie działania wykraczające poza dyrektywę UE przyniosą koszty budżetowe na poziomie ok. 250 mln złotych.

CZYTAJ TAKŻE: Najgorszy biznes w Polsce? Tam pracodawców wspierają nawet związkowcy

Stawki za badanie techniczne niezmienne od 18 lat

Tymczasem Stacje Kontroli Pojazdów borykają się z zupełnie innym problem, który dla wielu sprowadza się do zdania „być, albo nie być”. Przy rosnącej inflacji, a także kosztach prowadzenia biznesu, są firmy, które znalazły się nad przepaścią.

Ministerstwo Infrastruktury od niemal 18 lat nie dokonało żadnych zmian w rozporządzeniu regulującym wysokość urzędowych opłat za badania techniczne pojazdów. Blisko 6 tysiącom przedsiębiorców grozi upadłość z powodu drastycznego wzrostu kosztów oraz wysokiej inflacji, a tysiącom pracowników obsługi diagnostycznej utrata miejsc pracy. Apelujemy do posłów o refleksję i odrzucenie zbędnych i kosztownych regulacji w nowelizowanej ustawie – zauważa Kazimierz Zbylut, prezes Związku Pracodawców SKP.

1 października 2022 roku Ukraina przystępuje do Konwencji o wspólnej procedurze tranzytowej i Konwencji SAD – poinformowało Ministerstwo Finansów. To oznacza, że u naszego wschodniego sąsiada będą obowiązywały nowe zasady w zakresie transportu i ceł.

Ukraina i Konwencja SAD

Od 1 października 2022 roku Ukraina stanie się stroną Konwencji z dnia 20 maja 1987 roku o wspólnej procedurze tranzytowej (Konwencja SAD). Mowa o tzw. Konwencji wpt, a także stroną Konwencji z dnia 20 maja 1987 r. o upraszczaniu formalności w handlu towarami (Konwencja SAD). Co to oznacza w praktyce?

Ukraina stroną Konwencji wpt. Co to oznacza?

Przystąpienie naszego wschodniego sąsiada do Konwencji wpt oznacza, że pomiędzy Ukrainą i pozostałymi stronami Konwencji (aktualnie Unia Europejska, Szwajcaria, Norwegia, Islandia, Turcja, Macedonia Północna, Serbia i Wielka Brytania) możliwe będą przewozy towarów we wspólnej procedurze tranzytu, tj. operacje T1 lub T2 w systemie NCTS, o ile zabezpieczenia tranzytowe będą ważne na obszarze Ukrainy” – czytamy w komunikacie na stronie Platformy Usług Elektronicznych Celno-Skarbowych (PUESC). 

Urząd tranzytowy

Wiadomo również, że na granicy z Ukrainą wszelkie formalności tranzytowe będą przeprowadzane w urzędzie tranzytowym. Ważne będzie prawidłowe deklarowanie urzędu w zgłoszeniu NSCTS. „W kierunku z UE do Ukrainy jako urząd tranzytowy powinien być deklarowany tylko urząd celny po stronie ukraińskiej;  w kierunku z Ukrainy do UE jako urząd tranzytowy powinien być deklarowany tylko urząd celny po stronie UE” – tłumaczy PUESC.

Konwencja SAD a wojna na Ukrainie

Z uwagi na działania zbrojne toczące się na terytorium Ukrainy, warto dobrze przygotować się do transportu, a także zebrać informacje. Zgłaszający powinni na bieżąco weryfikować dostępność urzędów celnych w Ukrainie. Mowa o urzędach wyjścia, przeznaczenia, a także tranzytowych. Informacje na ten temat są dostępne m.in. w serwisie Komisji Europejskiej. Po 1 października 2022 będzie to możliwe pod tym linkiem.

SLIM VAT 3 coraz bliżej. Właśnie zakończyły się konsultacje publiczne projektu ustawy o VAT. W jej ramach od 2023 roku wejdzie w życie trzecia odsłona ułatwień w zakresie podatku od towarów i usług. Co o zmianach sądzą przedsiębiorcy?

SLIM VAT 3 – co nowego?

Przedsiębiorcy zwracają szczególną uwagę na jeden z punktów, który znalazł się w ramach SLIM VAT 3. Od 2023 roku nie będzie bowiem wymogu posiadania faktury przy odliczeniu podatku naliczonego z tytułu wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów. Postulat ten zgłaszali m.in. przez eksperci Konfederacji Lewiatan. W ich ocenie to jedna z najważniejszych zmian zapisanych w noweli ustawy o VAT.

Łatwiejsze rozliczanie podatku VAT

Ekspertka Konfederacji Lewiatan Anna Słomińska-Wernik zwraca uwagę, że propozycje zmian, jakie znalazły się w trzecim pakiecie SLIM VAT, faktycznie ułatwią, a także uproszczą rozliczanie podatku od towarów i usług.

W jej ocenie to odpowiedź resortu finansów na zgłaszane wcześniej przez przedsiębiorców postulaty. „Częściowo regulują wprost zasady, które wynikały dotychczas wyłącznie z linii interpretacyjnej i orzeczniczej. Zapewniają również pełniejszą zgodność krajowych regulacji z prawem UE. Dodatkowo realizują wyrok Trybunału Sprawiedliwości, w którym uznał on, że przepisy prawa unijnego stoją na przeszkodzie w stosowaniu obowiązujących w Polsce rozwiązań w zakresie 20% sankcji” powiedziała Anna Słomińska-Wernik z Lewiatana.

CZYTAJ TAKŻE: SLIM VAT 3 nadchodzi. Co planuje Ministerstwo Finansów?

VAT a handel wewnątrzwspólnotowy

Wielu podatników, od dłuższego czasu liczyło na rezygnację z wymogu posiadania faktury przy odliczeniu podatku naliczonego z tytułu wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów (WNT). Teraz takie rozwiązanie staje się faktem.

Co to oznacza w praktyce? Podatek naliczony i należy w odniesieniu do WNT będzie można rozliczać w tym samym okresie. To rozwiązanie spowoduje neutralność wspomnianych transakcji. Jednocześnie zniesiony zostanie obowiązujący obecnie obowiązek dochowania trzymiesięcznego terminu na otrzymanie faktury VAT. Nie jest to autorski pomysł naszego kraju. Wynika bowiem z wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie oznaczonej sygnaturą C-895/19.

Kolejne przepisy mogą być kłopotliwe dla przedsiębiorców np. w gastronomii, czy produkcji artykułów spożywczych. Projekt rozporządzenia ministra zdrowia regulujący badania sanitarno-epidemiologiczne ma w sobie kilka poważnych niejasności – ostrzegają pracodawcy z Konfederacji Lewiatan

Badania sanitarno-epidemiologiczne – kto wydaje orzeczenie?

Eksperci Konfederacji Lewiatan zwracają uwagę, że projekt rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie obowiązkowych badań „sanepidowskich” nie wskazuje jasno, kto może w tych kwestiach wydawać orzeczenie lekarskie. Pamiętajmy, że w wielu branżach badania sanitarno-epidemiologiczne są obligatoryjne, np. dla osób pracujących przy żywności.

Badania u lekarza POZ, czy medycyny pracy?

Jak się okazuje, rozporządzenie, które trafiło do konsultacji społecznych, mówi po prostu o lekarzu. I nic więcej. Nie wskazuje literalnie żadnej specjalizacji. To ciekawe, bo kiedy zaglądamy do dokumentu załączonego do projektu, czyli oceny skutków regulacji, autorzy wymieniają… lekarzy medycyny pracy.

Taki stan rzeczy budzi niepokój wśród przedsiębiorców. Do tej pory bowiem badania sanitarno-epidemiologiczne były realizowane przez lekarzy POZ. Tym razem nie są oni wymienieni w projekcie. „Należy jasno rozstrzygnąć, czy badania sanitarno-epidemiologiczne będą mogły być realizowane tak jak dotychczas przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Jeśli tak, w rozporządzeniu powinien się znaleźć zapis o lekarzach podstawowej opieki zdrowotnej oraz medycyny pracy” – powiedział ekspert ds. branży Life Sciences Konfederacji Lewiatan Kacper Olejniczak.

CZYTAJ TAKŻE: Prowadzenie firmy jest coraz trudniejsze. Tak uważa 3 na 4 przedsiębiorców

Dłuższa ważność orzeczeń dla badań lekarskich

W ocenie pracodawców minister zdrowia powinien wydłużyć do pięciu lat ważności orzeczeń dla badań przeprowadzanych przed wejściem w życie rozporządzenia. Konieczne jest także wprowadzenie rejestru wydanych orzeczeń oraz przygotowanie wzoru skierowania na badania sanitarno-epidemiologiczne, którego dziś ewidentnie brakuje.

Lewiatan zwraca uwagę, że z nowych przepisów „trudno dowiedzieć się, na kim spoczywa obowiązek informowania pracodawcy o konieczności zaprzestania pracy? Czy ma to być lekarz, podmiot medyczny czy pracownik”.

W projekcie nie ma także możliwości wykorzystania e-podpisu. Nie ma także słowa o trybie odwoławczym. Nie wiadomo zatem czy, gdzie i do kogo badany lub kierujący mogą odwołać się od treści orzeczenia.

Aż 72% przedsiębiorstw jest zdania, że w ostatnim półroczu warunki prowadzenia biznesu w Polsce się pogorszyły. Co czwarty nie widzi zmiany. Tylko 3% jest zdania, że firmę prowadzi się lepiej – To główne wnioski z badania CBM Indicator przeprowadzonego dla Konfederacji Lewiatan. Prowadzenie firmy jest coraz trudniejsze.

Prowadzenie firmy pełne wyzwań

„Indeks Biznesu” to cykliczne badanie zlecane przez Konfederację Lewiatan, która zrzesza małych średnich i dużych przedsiębiorców. Ostatnie półrocze okazało się dla właścicieli firm szczególnie trudnym okresem. Można przypuszczać, że na opisane nastroje wpływ miały m.in. zmiany podatkowe, a także spowolnienie gospodarki. Prowadzenie firmy w warunkach „Polskiego Ładu” i zapowiadanych korekt do niego faktycznie było dla potężnym wyzwaniem, szczególnie dla małych i młodych firm. Choć nie jest to regułą.

CZYTAJ TAKŻE: Czy Polskę czeka ciężki kryzys? Zdecydowana większość przedsiębiorców nie ma wątpliwości. 

Im mniejsza firma, tym gorsze nastroje

Z badania „Indeks Biznesu” wynika, że najbardziej pesymistyczne wnioski z ostatniego półrocza wyciągnęli właściciele małych firm. O pogorszeniu warunków prowadzenia działalności gospodarczej mówiło aż 75% przedsiębiorców w tej kategorii. Dużo lepsze wyniki są w przypadku właścicieli średnich firm. Minione półrocze źle wspominać będzie 64% z nich. W przypadku największych podmiotów z tymi nastrojami utożsamia się 60% dużych przedsiębiorców.

Wyraźnie widać po wynikach tego badania, że im mniejsza firma, tym mniejsza odporność na negatywne zmiany, mające wpływ na prowadzenie biznesu w Polsce.

Spada odsetek optymistów

Równolegle ankieterzy zapytali także o ocenę perspektyw dla firm na przyszłość. Z wyników badania wynika, że 64% przedsiębiorców ma negatywne nastawienie. Tylko 33% uważa, że ma powody do optymizmu. Największymi pesymistami są menadżerowie z małych firm (66%). Na przeciwnym biegunie są najwięksi gracze, wśród których odsetek osób z negatywnym nastawieniem na przyszłość to jedynie 52% ankietowanych.

Badanie przeprowadził CBM Indicator w sierpniu 2022 roku.

Szykują zmiany w Kodeksie postępowania administracyjnego (Kpa) oraz Ordynacji podatkowej. Mają sprawić, że wezwanie do skarbówki przejdzie do historii. Do innych urzędów również. Zmiany mają znaleźć się w ustawie deregulacyjnej, nad którą pracuje resort rozwoju.

Wezwanie do skarbówki i urzędów

Ministerstwo Rozwoju i Technologii co jakiś czas przypomina, że dąży do eliminacji zbędnej biurokracji oraz zmiany w relacjach między państwem a obywatelem. Przez lata przez proces legislacyjny przetoczyły się różne pomysły deregulacyjne. Jedne wyszły całkiem nieźle, inne zakończyły się klapą. Jak będzie z najnowszym pomysłem? MRiT chce by wezwanie do skarbówki i urzędów przeszło do historii. Przez co obywatel, a także obywatel-przedsiębiorca zyskają więcej czasu.

Ile? W skali roku oraz wszystkich spraw załatwianych przez Polaków to ponad 5 milionów godzin. Ministerstwo już sobie to policzyło. Liczbę wzięliśmy z oficjalnego komunikatu.

Jak zlikwidować wezwania do urzędów

Sprawa nie jest prosta. Wezwania obywatela do urzędów i tzw. osobiste stawiennictwo celem wyjaśnień ma w Polsce bardzo długą historię. I teraz nagle ma zniknąć?

Ministerstwo Rozwoju i Technologii zapowiada, że ma pomysł jak poradzić sobie z tym problemem. Zarówno w Kpa jak i Ordynacji podatkowej ma znaleźć się wskazanie wprost: w przypadku odpowiedzi i wyjaśnień, pierwszeństwo ma mieć postać pisemna, w tym także elektroniczna. Jeśli jednak wezwanie do stawiennictwa się pojawi, organ będzie musiał nam konkretnie wyjaśnić, dlaczego taka forma jest niezbędna.

CZYTAJ TAKŻE: Wniosek o dodatek węglowy. Zamieszanie w gminach

Koniec marnowania czasu w urzędach

Idea wydaje się słuszna. W dobie rozwoju technik zdalnej komunikacji, przetestowanych w czasie pandemii likwidacja osobistego stawiennictwa nie powinna być problem. Jeśli nie zlikwidujemy go teraz, to kiedy? Sam resort wydaje się przy tym zdeterminowany. Zostawia jednak „okienko” dla osób starszych, którzy sprawy urzędowe wolą załatwiać tradycyjnie. I nie można im tego zabierać.

Nie zmienia to jednak faktu, że obowiązkowe stawiennictwo generuje problemy i… koszty. Rzecz jasna obciążają one portfel obywatela. Po pierwsze, sztywne godziny pracy urzędów wymuszają często konieczność oderwania od bieżących spraw, zajęć, spotkań. Wymuszają czasem konieczność wzięcia dnia wolnego. Po drugie, niestawiennictwo grozi karą od 50 do 200 złotych.

Ministerstwo Rozwoju i Technologii szacuje, że skala wezwań do osobistego stawiennictwa to minimum 2,5 mln przypadków rocznie. Są urzędy, które z użyciem tego trybu rozpatruje nawet 25 procent spraw. To zdecydowanie za dużo.

Wniosek o dodatek węglowy można złożyć od dzisiaj w urzędzie gminy. Przynajmniej teoretycznie. Cały czas nie ma rozporządzenia do ustawy, które ma być wydane przez resort klimatu, i które miało zawierać wzór dokumentu do wypełnienia przez obywateli. Sprawę można pozytywnie załatwić w tych urzędach, które… opracowały własny wzór wniosku. A są takie!

Wniosek o dodatek węglowy – jak skorzystać?

Trzy tysiące złotych to spore wsparcie dla osób, dla których wzrost cen węgla oznacza poważne tąpnięcie w domowym budżecie. Choć wniosek o dodatek węglowy można zgodnie z ustawą złożyć do 30 listopada, nie brakowało osób, które chciały to zrobić w pierwszym możliwym terminie. A wypada on właśnie we wtorek 16 sierpnia 2022 r.

AKTUALIZACJA Z 17.08.2022: WZÓR WNIOSKU JEST JUŻ DOSTĘPNY. WIĘCEJ INFORMACJI TUTAJ!

Teoretycznie jest to możliwe. Ustawa regulująca wprowadzenie dodatku węglowego już weszła w życia. Problem jednak leży gdzieś indziej. Chodzi o rozporządzenie ministra klimatu do wspomnianej ustawy. Miał się w nim znaleźć wzór wniosku o przyznanie dodatku. Niestety rozporządzenia jeszcze nie ma. Z jednej strony nie dziwi ostrożność urzędów. Z drugiej, trudno się dziwić zdenerwowanym obywatelom, którzy zamiast z wnioskiem do wypełnienia, odejdą z urzędów z kwitkiem.

CZYTAJ TAKŻE: Sprzedajesz lub wynajmujesz nieruchomości. Dojdą nowe obowiązki!

Niektóre urzędy stworzył własny wzór wniosku

Jak donosi portal RMF24.PL na rozporządzenie nie czeka miasto Wrocław. Urzędnicy w stolicy Dolnego Śląska opracowali… własny wniosek. Doszli bowiem do wniosku, że zgodnie z ustawą, należy dać prawo mieszkańcom do złożenia wniosku już dzisiaj tj. 16 sierpnia. Bo tak stanowi prawo!

Gdzie złożyć wnioski o dodatek węglowy?

Portal miasta Wroclaw.pl podaje, że dokumenty o dodatek węglowy przyjmowane są obecnie w 13 punktach uruchomionych przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w różnych częściach miasta.

Jak wygląda wrocławski wniosek? Można zobaczyć i pobrać go z tej strony internetowej(EDIT: Przed 17:00 16.08. wejście na stronę nie było możliwe. Pojawiała się informacja o błędzie)

Wniosek o dodatek węglowy – jak wypełnić

Ta wiedza przyda się nie tylko wrocławianom, ale wkrótce także mieszkańcom innych miast i gmin w Polsce. To jak będzie wyglądał wniosek, można sprawdzić w projekcie rozporządzenia. Wiele wskazuje na to, że nie ulegnie on zmianie.

Zgodnie z ustawą wnioskodawca powinien wpisać w nim swoje dane tj. imię i nazwisko, PESEL, a także dane dokumentu tożsamości. Konieczne jest także wskazanie miejsca zamieszkania. Pamiętajmy, że na jedno gospodarstwo domowe przypada tylko jeden dodatek! Kluczowe jest podanie informacji o źródle ogrzewania. Musi być ono tożsame z tym, jakie podaliśmy w zgłoszeniu CEEB. Dane faktyczne zweryfikuje zresztą gmina.

Ważnym punktem we wniosku jest także wpisanie numeru konta, na które będzie przelane wsparcie.

 

Krajowa Administracja Skarbowa z województwa małopolskiego wzięła pod lupę kilka powiązanych ze sobą firm, które działają w branży e-commerce. Kontrola wykazała wielomilionowe zaległości podatkowe. Jak podkreśla KAS, należne pieniądze już trafiły do fiskusa.

E-commerce pod kontrolą – źle naliczane koszty

Małopolski Urząd Celno-Skarbowy w Krakowie przeprowadził serię kontroli w spółkach międzynarodowej grupy kapitałowej z branży e-commerce. Mowa o firmie prowadzącej platformy sprzedaży internetowej. Jak wykazali pracownicy KAS podmioty, które sprawdzili, nieprawidłowo zaliczały do kosztów uzyskania przychodów wydatki związane z emisją nowych udziałów. Zgodnie z obowiązującym stanem prawnym takie działanie było niedopuszczalne.

Pożyczki na nierynkowych zasadach

Kontrolerzy ustalili także, że polskie spółki brały pożyczki na nierynkowych zasadach. Instytucją, która w tym wypadku udzielała im finansowania była powiązana z nimi spółka zarejestrowana na terenie Luksemburga. Kolejnym krokiem było wykazywanie w kosztach... zawyżonych odsetek od pożyczek.

CZYTAJ TAKŻE: Oszustwa na VAT dużo trudniejsze. Fiskus zakłada "uszczelkę" na e-commerce

Zwrot zaległego podatku

Najciekawsze jest to, że firmy, które skontrolowane firmy nie polemizowały z ustaleniami Małopolskiego Urzędu Celno-Skarbowego, a także zadeklarowały zwrot zaległości. Złożyły korektę deklaracji. Następnie wpłaciły należny podatek dochodowy od osób prawnych w wysokości przeszło 30 milionów złotych, a także odsetki za zwłokę

JPK działa

Krajowa Administracja Skarbowa ujawnia, że W tej kontroli inspektorzy zastosowali nowoczesne narzędzia. Wśród nich należy wymienić JPK (jednolity plik kontrolny), a także system międzynarodowej wymiany informacji.

 

 

Magazyn Firma

Magazyn Firma to serwis dla przedsiębiorców sektora MŚP. Prosto, konkretnie i praktycznie pokazujemy to, co ciekawe w zarabianiu pieniędzy.

Odwiedź nas na:

Magazyn Firma 2022. All Rights Reserved.
magnifier