magazyn-firma

Zajęcie wynagrodzenia przez komornika to jedna z najpopularniejszych form windykacji zadłużenia. Ile komornik może zabrać z pensji? Podajemy wartości obowiązujące w 2022 roku.

Ile komornik może zabrać z pensji w przypadku umowy o pracę?

Porównując sytuację osób pracujących na pełny etat, z tymi którzy zawarli umowę zlecenie, czy o dzieło, ci pierwsi są w najlepszej sytuacji. W tym przypadku bowiem wynagrodzenie w pewnym sensie jest chronione, a dłużnik ma zapewnione pewne minimum, po które ręka komornika nie sięgnie.

Egzekucja komornicza z wynagrodzenia

Zasada jest prosta. Jeśli obecnie najniższa krajowa wynosi 2364 złote netto, to właśnie do tej kwoty działa prawna ochrona dłużnika. Co to oznacza w praktyce? Jeśli zarabiamy pensję minimalną, komornik naszego wynagrodzenia w ogóle nie ruszy. Jeśli jednak zarabiamy więcej, wszystko ponad tę kwotę zostanie przez komornika. Chyba że zarabiamy więcej niż 5,8 tys. brutto, na rachunku bankowym zostanie trochę więcej pieniędzy. Dochodzi tutaj bowiem inna zasada, według której, komornik nie może zabrać więcej niż połowę wynagrodzenia z umowy o pracę.

CZYTAJ TAKŻE: Licytacje komornicze - jakie samochody można na nich kupić?

Dlaczego umowa o pracę jest najlepsza?

Trzeba przyznać, że o takiej ochronie pracujący np. na umowę o dzieło mogą tylko pomarzyć. W ich przypadku egzekutor może zabrać wszystko. To samo dotyczy umowy zlecenia, chyba że jest ona jedynym źródłem naszych dochodów.

Egzekucja długów alimentacyjnych

Nieco inna zasada dotyczy długów alimentacyjnych. Tutaj nie ma "zmiłuj". Zgodnie z prawem egzekutor ma prawo zająć nawet 60% wynagrodzenia. Nikt nie będzie zwracał uwagę, czy zarabiasz tysiące, czy jedynie minimalną. To oznacza, że przy najniższych zarobkach, na koncie dłużnika zostanie trochę ponad 1200 złotych. W tym wypadku kwoty wolnej od zajęcia nie ma!

Zajęcia komornicze a praca na część etatu

Inne zasady są również w przypadku osób pracujących na część etatu, na podstawie umowy o pracę. W takim wypadku zapomnijmy o kwocie wolnej od potrąceń na poziomie pensji minimalnej. Wówczas zastosowanie ma zasada proporcjonalności. To oznacza, że jeżeli pracujemy na pół etatu, kwota wolna od zajęcia wyniesie niecałe 1200 złotych netto. W przypadku ćwierci etatu to 590 złotych z groszami.

 

 

Płaca minimalna 2023 nie jest jeszcze przesądzona. Choć w tej sprawie wypowiedział się już rząd, głos w sprawie najniższych wynagrodzeń w przyszłym roku zabrali właśnie pracodawcy i związkowcy. Pierwsi apelują o ostrożność oraz pakiet działań antyinflacyjnych. Drudzy chcą solidnej podwyżki minimalnego wynagrodzenia.

Płaca minimalna 2023. Zgody brak

W Radzie Dialogu Społecznego pracodawcy i związkowcy pochylili się nad rządową propozycją najniższych wynagrodzeń. Już wiadomo, że samo hasło „Płaca minimalna 2023” wywołuje potężne emocje. Jak informuje Konfederacja Lewiatan negocjacje „pokazały rozbieżności pomiędzy związkowcami a pracodawcami. Partnerzy nie uzgodnili stanowiska w ustawowym terminie”.

Pracodawcy o płacy minimalnej w 2023 roku

Na stronach Konfederacji Lewiatan można się zapoznać z komentarzem przewodniczącego Zespołu Budżetu, Wynagrodzeń i Świadczeń Socjalnych Rady Dialogu Społecznego. „Rozpoczęta  w Radzie Dialogu Społecznego dyskusja nad wzrostem wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej i minimalnej płacy wskazuje, że występują w tym zakresie duże różnice, przede wszystkim w kontekście zagrożenia inflacją i nakręcania spirali cenowo – płacowej, która uderzy nie tylko w gospodarkę, ale i w realne dochody gospodarstw domowych” – ocenił.

Obie strony są zgodne co do „ułomności analiz rządowych” szczególnie w świetle zagrożenia inflacją, a także wpływu zapowiadanego Krajowego Programu Odbudowy (KPO) na gospodarkę oraz PKB. Partnerom w RDS zabrakło również uwzględnienia wydatków ponoszonych w związku z pomocą Ukraińcom.

CZYTAJ TAKŻE: Dodatek węglowy. Czy będzie 3000+ na opał?

Płaca minimalna 2023 – co proponuje rząd, czego chcą związkowcy?

Rząd chce, by minimalne wynagrodzenie wzrosło od 1 stycznia 2023 r. do 3 383 zł. Natomiast od 1 lipca do 3 450 zł. Z kolei minimalna stawka godzinowa ma wzrosnąć do 22,10 zł i 22,50 zł, w tych samych przedziałach czasu. Wzrost pensji w budżetówce ma nastąpić o planowany wskaźnik inflacji – 7,8%. Z kolei związkowcy postulują solidny wzrost wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej w 2023 r. Mówią o 5% i w 2023 roku o kolejne 15%, oraz wzrost wynagrodzenia minimalnego.

Od 1 stycznia - 3 450 zł i od 1 lipca - 3 600 zł. „Jednocześnie przedstawiciele związków zawodowych, wobec braku reakcji na ich propozycję ze strony rządu  zapowiadają powrót do postulatu wzrost wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej w 2023 roku o 20%” - informuje Lewiatan. Teraz ruch należy do rządu. Decyzja najpewniej zapadnie przed 15 września. Wtedy poznamy ostateczne stawki płacy minimalnej na 2023 rok.

Zmiany w kodeksie pracy od sierpnia 2022. Znajdziemy w nich nowe wykroczenia przeciwko prawom pracownika. Przedsiębiorcy dostaną nowe obowiązki. Efekt? Inspekcja pracy będzie miała więcej możliwości karania pracodawców.

Zmiany w kodeksie pracy

Zmiany w kodeksie pracy to skutek dopasowania przepisów do dyrektyw unijnych. Nowe przepisy dają więcej praw pracownikom, a na pracodawców nakładają znacznie więcej obowiązków.

Warunki pracy mają być bardziej przejrzyste, a zatrudnienie bardziej przewidywalne. Poza tym prawo ma zrównywać szanse kobiet i mężczyzn na rynku pracy. Przepisy mają ułatwiać pracownikom-rodzicom godzenie życia zawodowego i prywatnego. Unijne dyrektywy nakazują wprowadzenie sankcji dla pracodawców, jeśli ci nie będą przestrzegali nowych ustaleń. Co za tym idzie, kodeks pracy wprowadza nowe wykroczenia pracodawców.

Zmiany w kodeksie pracy – lista wykroczeń

Pracodawca będzie musiał w ciągu 7 dni od dopuszczenia pracownika do pracy, przekazać mu informację o warunkach zatrudnienia i zmianie warunków zatrudnienia. Jeśli tego nie zrobi, popełnia wykroczenie.

Pracownik, który jest zatrudniony przynajmniej 6 miesięcy będzie mógł poprosić o zmianę rodzaju umowy (np. na umowę na czas nieokreślony). Prośba taka będzie musiała być skierowana na piśmie, a pracodawca musi na taki wniosek odpowiedzieć. Jeśli nie odpowie pisemnie, popełnia wykroczenie.

Elastyczny wymiar czasu pracy

Pracownik-rodzic, który ma dziecko w wieku do 8 lat, będzie mógł skorzystać z elastycznej organizacji czasu pracy. I tak pracownik będzie mógł skorzystać z 2 dni albo 16 godzin zwolnienia od pracy w przypadku wystąpienia siły wyższe albo pilnej sprawy rodzinnej, spowodowanej chorobą lub wypadkiem. Pracodawca będzie musiał przestrzegać tych uprawnień pracownika.

>>>Praca zdalna. Szef będzie mógł skontrolować pracownika w domu

>>> Pracownicy odchodzą z firmy. Nie chcą pensji minimalnej!

Urlop opiekuńczy to kolejny dodatkowy przywilej pracownika. Zmiany w kodeksie pracy wskazują, że pracownik uzyska prawo do maksymalnie 5 dni dodatkowego urlopu na sprawowanie osobistej opieki nad członkiem rodziny. Pracownik będzie musiał jednak prośbę o taki urlop złożyć na piśmie, najpóźniej w ciągu 3 dni przed rozpoczęciem takiego urlopu. Rodzice, którzy będą chcieli opiekować się dzieckiem do lat 8, składają wniosek o elastyczny wymiar pracy najpóźniej na 14 dni przed jego rozpoczęciem,

Nowy kodeks pracy wprowadza też:

Kary za nieprzestrzeganie praw pracownika

Za nieprzestrzeganie zapisów kodeksu pracy, pracodawca podlega karze. Grzywna za wykroczenia, przewidziana w przepisach wynosi od 1 tys. zł do 30 tys. zł.

Pakiet Mobilności to dla wielu firm transportowych poważna zmiana prawnego kursu, która może pogrzebać wiele firm z branży. Wszystko odbyło się ekspresowo. Sejm przyjął nowe przepisy w ostatnich dniach stycznia. Już 2 lutego staną się obowiązującym prawem.

Pakiet Mobilności – co to takiego?

Nazwa wspomnianej ustawy przyjętej przez Sejm brzmi w pierwszej chwili niewinnie. Mowa o ustawie o zmianie ustawy o transporcie drogowym, ustawy o czasie pracy kierowców i zmianie innych ustaw. Faktycznie, taka legislacyjna kumulacja wprowadza do polskiego prawa Pakiet Mobilności – informuje Związek Transport i Logistyka Polska.

Środowisku przewoźników udało się dotrzeć do senatorów, by Ci wprowadzili pewne poprawki do nowej ustawy. Część przeszła także ostateczne głosowanie w Sejmie. Niestety upadła propozycja wprowadzenia abolicji za ewentualne błędy w początkowym okresie obowiązywania nowego prawa – czytamy na tlp.org.pl. Strach przed karami jest potężny – słyszymy od przedstawicieli transportu.

Czytaj także: Pakiet mobilności 2022. Koniec hegemonii polskiego transportu?

Prosta zasada - trudne zapisy

Nowości, które wprowadza pakiet od 2 lutego 2022 roku zakładają, że kierowca, który wykonuje transport międzynarodowy na terenie wspólnoty powinien zarabiać tyle samo, co kierowca danego kraju Unii Europejskiej. To oznacza, że jeśli Twój kierowca jedzie autostradą A12 przez Niemcy, powinien być od Świecka wynagradzany tak jak jego niemiecki kolega.

Problem w tym, że o ile generalna zasada wydaje się prosta, to przepisy, które ją wprowadzają już nie bardzo. Ale po kolei...

Wyższe wynagrodzenie dla kierowców i Pakiet Mobilności

Wchodzące w życie już 2 lutego polskie przepisy wiele zmieniają w wyliczaniu wynagrodzeń kierowców samochodów ciężarówek. W tym samym momencie w prawie unijnym zacznie obowiązywać wspomniany Pakiet Mobilności. U jego fundamentów znalazły się się silne apele o zwiększenie konkurencyjności w Unii Europejskiej. Przedsiębiorcy ze „starej UE” dostrzegali „zagrożenie” ze strony przewoźników ze wschodniej części wspólnoty. Niska płaca minimalna np. w Polsce to bowiem dodatkowe paliwo dla firm znad Wisły – tłumaczyli przedstawiciele branży z zachodniej części Unii.

Nowe prawo zobowiązuje m.in. do zgłaszania kierowców w innych krajach. Przeobrażeniu ulegnie też sposób naliczania ich wynagrodzeń. Wszystko w myśl zrównania szans na wspólnym europejskim rynku.

Przed Pakietem Mobilności, już dawno pojawiło się sporo obaw. Wiele firm mówiło wprost – nasza konkurencyjność na unijnym rynku może stanąć przed potężnym znakiem zapytania. Warto przy tym pamiętać, że polski transport kołowy to druga siła na unijnym rynku. Tym razem jednak silna branża, może stracić pazur. Wyższe koszty, to dla niektórych droga do załamania. Szczególnie w tych firmach, w których w ostatnim czasie pojawiły się np. problemy z długami. Na domiar złego w Europie drożeje paliwo. Tabelki w excelu zaczynają puchnąć.

Transportowcy mają problem z nowym prawem

Nowością jest likwidacja diet i ryczałtów. Przypomnijmy, dotąd nie podlegały one oskładkowaniu. Teraz wchodzą w skład „głównego” wynagrodzenia. Firmy zdawkowo mówią o istotnym wzroście kosztów zatrudnienia. Zastanawiające jest jednak to, że wiele z nich ma problem ze… zrozumieniem nowych przepisów i wprowadzeniem ich w życie. Czy firmy nie mogły się przygotować do zmian, tym bardziej że hasło Pakiet Mobilności elektryzował branże jeszcze w poprzedniej dekadzie? Najwyraźniej nie. Jak podaje Money.pl, wiele firm przyznaje się, że nie do końca posiada wiedzę, jak przebrnąć przez gąszcz nowych rozwiązań. Niektórzy przedsiębiorcy, cytowani przez ten portal porównują powstały właśnie chaos z… Polskim Ładem.

Pakiet mobilności a kabotaż

Wyjaśnijmy samo pojęcie kabotażu. Jest to przewóz wykonywany samochodem zarejestrowanym w innym państwie (lub firmę z innego państwa) niż kraj wykonywania usługi. Czyli np. samochód zarejestrowany w Poznaniu z polskim kierowcą świadczy usługi np. we Francji czy Belgii. Nowe prawo mówi wprost: kabotaż tym samym pojazdem nie będzie możliwy przez cztery dni od momentu zakończenia ostatniego takiego przewozu.

To spora zmiana, która stawia pod znakiem zapytania sens prowadzenia tego typu usług. To doskonała informacja dla miejscowych przewoźników, którzy nie będą musieli się martwić o konkurencję ze wschodu. Krytycy tego rozwiązania wskazują jednak na podważenie jednego z filarów UE, czyli idei wspólnego rynku.

 

 

To jeszcze nie jest efekt podwyżki płacy minimalnej, bowiem bazujemy na danych za grudzień. W ostatnim miesiącu 2021 roku pensje były wyższe o… 11,2% niż rok wcześniej. Eksperci nie mają wątpliwości – to klasyczny przykład spirali inflacyjnej. Czy wzrost wynagrodzeń wykończy firmy?

Wzrost wynagrodzeń – stres test dla firm

Polska gospodarka wpada właśnie w zamknięty krąg zdarzeń, z którego próżno szukać wyjścia ewakuacyjnego. Najprościej wyjaśnić go takim następstwem zdarzeń: rosną ceny, więc rosną pensje. Skoro rosną wynagrodzenia, muszą rosnąć też ceny. Prostota tego procesu jest szalenie niebezpieczna. Widać to już we wskaźnikach inflacji PPI. Dostrzegamy to także patrząc na wzrost wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw.

CZYTAJ TAKŻE: Polski Ład w wersji "light"?

Eksperci nie mają złudzeń. Rynek pracy wchodzi właśnie w szalenie niebezpieczną spiralę inflacyjną:

Mamy kolejny rekordowy wzrost wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób. Przeciętna płaca  wyniosła 6644,39 złotych (brutto) i była wyższa od tej wypłaconej rok wcześniej o 11,2%. Należy zwrócić uwagę, że ten wzrost nie wynika z podwyższenia płacy minimalnej, bo ta zmiana zacznie oddziaływać dopiero od stycznia zwiększając już i tak dużą presję na wzrost płac” – mówi ekspertka Konfederacji Lewiatan, Monika Fedroczuk.

Pracownicy pod ścianą – liczą na wzrost wynagrodzeń

W niebezpiecznej spirali są też pracownicy. To, że wywierają presję na wzrost płac, a w przypadku odmowy szukają innego zajęcia to nie tylko fanaberia. Dość powiedzieć, że rynek spodziewa się dalszego wzrostu stóp procentowych. Niewykluczone, że raty mogą wzrosnąć o połowę. Ktoś, kto płacił co miesiąc do banku 2000 złotych raty za mieszkanie, wkrótce może płacić 3000 – dla budżetów większości gospodarstw to poważny cios, który złagodzić może jedynie podwyżka od szefa.

Presję inflacyjną mogą dodatkowo podsycić wypowiedzi szefa Banku Centralnego, który w wypowiedzi dla Reutersa zasugerował kolejne podwyżki stóp procentowych.

Inflacyjne niebezpieczeństwo dla firm?

Podwyżka cen produktów i usług dla wielu firm to absolutna konieczność. Wzrost cen surowców, półproduktów i ludzkiej pracy nie pozostawia złudzeń. Taki stan rzeczy może okazać się niebezpieczny dla firmy, których pozycja na rynku wypracowana była polityką niskich cen oraz wysokich rabatów. Dziś taka strategia jest tyleż trudna co niemożliwa do utrzymania.

Polskie doświadczenie z lat dziewięćdziesiątych pokazuje, że wyjście ze spirali zadłużenia jest bardzo trudne. Na dłuższą metę wiele firm może takiej próby nie wytrzymać. Kluczowe w tym momencie jest ostrożne zarządzenie zaopatrzeniem oraz polityką kadrową. To te dwa elementy w dużej mierze będą miały bezpośredni wpływ na kondycję wielu firm, szczególnie tych małych – wynika z ocen ekonomistów.

Płaca minimalna w 2022 roku wynosi 3010 złotych brutto. Biorąc pod uwagę inflację, podwyżka choć znaczna, nie była spektakularna. Dla wielu pracodawców to jednak potężny wydatek. Skupiając się tylko na najsłabiej zarabiających, często zapominają o podwyżkach dla pozostałej części załogi. A potem zdziwienie – dlaczego pracownicy odchodzą z firmy?

Dlaczego pracownicy odchodzą z firmy?

Pułapkę płacy minimalnej najlepiej opisał nasz czytelnik pracujący przy obsłudze klienta w jednej z hurtowni materiałów budowlanych. W jego mieście, na południowym wschodzie kraju nigdy nie zarabiało się dużo. Przez lata był jednak zadowolony ze swojej pracy, choć ostatnio zauważył, że kolejni pracownicy odchodzą z firmy. Powód: pieniądze.

Od trzech lat zarabia 3600 zł brutto. „Dzisiaj to naprawdę mało. W ostatnich pięciu latach dostałem jedną symboliczną podwyżkę o 200 złotych. Szefowa tłumaczy, że nie może więcej, bo musi podnieść płacę pracownikom z minimalną, a to spora część załogi. Niedługo okaże się, że pracownicy zarabiający krajowe minimum mnie po prostu dogonią”. Swojego maila napisał w odpowiedzi na jeden z naszych artykułów o presji płacowej.

CZYTAJ TAKŻE: Presja płacowa level hard. Stażystka podpaliła sekretariat, pracownik pogryzł szefa

Kiedy płaca portiera goni płacę specjalisty

Absolutnie nie chcemy tutaj deprecjonować roli portiera, którego praca również jest odpowiedzialna i bardzo potrzebna. Na tym stanowisku pracuje wielu zaangażowanych ludzi, którzy zasługują na więcej niż pensja minimalna. Niemniej wielu z nich na pełnym etacie musi się zadowolić stawką 3010 złotych. To i tak dużo więcej niż pięć lat temu.

Przypomnijmy. W 2017 roku płaca minimalna wynosiła równe 2000 złotych. Teraz jest o 1/3 wyższa. Coroczne podnoszenie poprzeczki przez rząd generowało niemały wysiłek w wielu firmach. Z drugiej strony rosnące koszty życia uzasadniają podnoszenie płac. Źle się jednak dzieje, jeśli w firmie płace osób zarabiających minimalną krajową w ciągu ostatnich 5 lat wzrosły o ponad 33%, zaś pozostałych osób, w tym specjalistów zatrzymały się w miejscu lub nieznacznie drgnęły np. o 10-15%. Eksperci potwierdzają – kiedy nożyce wynagrodzeń się zaciskają, a różnica między najsłabiej wynagradzanymi pracownikami a specjalistami się gwałtownie zmniejsza, u wielu ludzi rodzi się frustracja. Gwałtownie spada wydajność pracy. Odpowiedź na pytanie „dlaczego ludzie odchodzą z firmy” wydaje się oczywista. Nasz czytelnik podjął decyzję. Intensywnie szuka innego zajęcia. Jest już „po słowie” z właścicielem konkurencyjnej hurtowni.

To będzie trudny rok na rynku pracy

Lepiej nie będzie – wieszczą ekonomiści i mają ku temu solidne podstawy. Galopująca inflacja prędko się nie zatrzyma. Coraz wyższe ceny będą nakręcały presję płacową. Jeśli podwyżek nie będzie, zacznie się bardziej niepokojące zjawisko niezadowolenia pracowników. Efekt: zaczną wkrótce szukać alternatywy dla obecnego miejsca zatrudnienia.

Eksperci do spraw HR podkreślają, że stanem idealnym jest równomierna waloryzacja funduszu płac w przedsiębiorstwie. Podwyżki spowodowane wzrostem płacy minimalnej, nie mogą być jedynymi. W przeciwnym razie trzeba się liczyć z odpływem kadry, a na to, na obecnym rynku pracy nie można sobie pozwolić.

Presja płacowa, duża konkurencja, oraz nowa rzeczywistość związana z Polskim Ładem – to główne wyzwania, jakie przyniesie przedsiębiorcom rynek pracy 2022. Zdaniem ekspertów o rynku pracodawcy można zapomnieć. Prędko nie wróci.

Rynek pracy 2022 – inflacja a wynagrodzenia

Drożeje prąd, gaz, półprodukty. W tym ciągu, wymienianym przez przedsiębiorców jednym tchem, należy dodać jeszcze jeden inflacyjny czynnik – ludzka praca. Rok 2021 dla wielu pracodawców był generalnym testem przed tym, co nas dopiero czeka. Wzrost cen będzie nakręcał presję płacową – szczególnie wśród słabiej wynagradzanej kadry. Mowa o osobach zarabiających w okolicy płacy minimalnej. To właśnie tam podwyżki odegrają główną rolę. Szczególnie w sytuacji, w której walka o ręce do pracy dopiero się rozkręca. Rynek pracy 2022 będzie zatem jeszcze bardziej wymagający.

CZYTAJ TAKŻE: Odchodzi kluczowy pracownik? W każdej firmie zdarza się Paulo Sousa

Rynek pracy 2022 – demografia to wyzwanie

Eksperci od demografii nie mają wątpliwości. Odpływ pracowników odchodzących na emeryturę i kończących karierę zawodową będzie dużo potężniejszy, niż napływ młodego pokolenia na rynek pracy. Starzejące się społeczeństwo oznacza także nominalny wzrost osób podatnych na zwolnienia chorobowe oraz renty z tytułu niezdolności do pracy. Zaczyna się powoli realizować scenariusz, w którym ludzi do pracy w wielu miejscach będzie brakować.

Pracodawcy na wiele sposobów będą starali się przyciągnąć do siebie nowych pracowników. Zadania łatwego nie będzie szczególnie w tzw. Polsce powiatowej, gdzie oprócz fatalnych tendencji demograficznych widać wyraźnie odpływ młodego pokolenia do dużych miast.

Ukraińcy nie wystarczą

Druga połowa roku przyniosła również jeszcze jedną nieoczekiwaną tendencję. Osłabiający się na potęgę złoty zaczął tracić także do hrywny ukraińskiej. To właśnie rodzima waluta lub amerykański dolar są dla pracowników z Ukrainy głównym punktem odniesienia. Szybko się przekonali, że z miesiąca na miesiąc zarabiają... coraz mniej. I to w warunkach coraz droższego życia nad Wisłą. Nie dziwi fakt, że po raz pierwszy po stronie pracowników zza rzeki Bug zauważyliśmy coraz bardziej wyraźną presję płacową. Nie polegała ona na tym, że prosili o podwyżki, ale po prostu przechodzili do innych firm, które płaciły więcej. Jeśli relacja złotego do hrywny nie poprawi się w 2022 roku, możemy być świadkami kontynuacji tego zjawiska.

Niewykluczone, że w 2022 roku w kontekście pewnych ułatwień w przepisach, zauważymy napływ pracowników z takich krajów jak Białoruś, Rosja, Mołdawia czy Gruzja. Jednak i w tym przypadku słaby złoty nie będzie ułatwiał zadania.

 

Elastyczne formy zatrudnienia 2022

Dalszej ewolucji możemy spodziewać się po stronie elastycznych form zatrudnienia. Może tu jednak „namieszać” Polski Ład, który już zniechęca wielu samozatrudnionych do kontynuowania takiej relacji. Etat staje się coraz cenniejszy.

Z drugiej jednak strony coraz więcej pracowników, z chęcią przyjmuje różnego rodzaju zmiany w samym formacie pracy. Elastyczne godziny oraz praca zdalna są dla części pracowników niezwykle atrakcyjną propozycją. Część z tych, którzy pandemię spędzili w kapciach we własnym domu, chce kontynuacji takiej formy zatrudnienia, jednak nie wszyscy. Ocenia się, że około 20% pracowników, którzy zmuszeni byli przez pandemię do pracy zdalnej chce pracować z własnego domu, w dogodnych godzinach. Dla części z nich jest to okazja do podjęcia pracy na drugim etacie i poprawienia sytuacji w domowym budżecie.

Biedronka daje podwyżki – coraz częściej można przeczytać o tym w internecie. Co to ma wspólnego z Twoją firmą? Otóż sporo. Tak duży pracodawca może być traktowany przez pracowników jak benchmark, czyli punkt odniesienia. Jak to działa?

Biedronka daje podwyżki – sygnał dla rynku

Abstrahując od stereotypów, zasłyszanych opinii, wyrobionych poglądów, trzeba przyznać, że Biedronka dobrze daje sobie radę w szeroko rozumianym HR i employer brandingu. W ostatnich latach portugalski koncern wiele zrobił, by traktować go jako porządnego pracodawcę. To ważne, szczególnie na obecnym, dość wymagającym i trudnym dla firm rynku pracy.

Dlatego nie można przejść obojętnie wobec informacji, że oto Biedronka podnosi wynagrodzenia. Dziś kasjer w popularnej sieci z kilkuletnim stażem, zarabia lepiej niż niejeden pracownik w zupełnie innej branży, nawet wśród pracowników biurowych.

„Zarabiam gorzej niż w Biedronce”

Bardzo nie lubimy takiego porównywania, biorąc pod uwagę, że pracownicy i pracownice sieci naprawdę ciężko i bardzo rzetelnie pracują. Taka opinia wypowiedziana przez pracownika innej branży jest po pierwsze niesprawiedliwa, po drugie stygmatyzująca.

Po trzecie jest dowodem na to, że Biedronka dla wielu jest czymś w rodzaju „benchmarku”, czyli punktu odniesienia. Wszak to potężny pracodawca z ponad 60 tysiącami ludzi na pokładzie.

Dobrze więc wiedzieć ile w Biedronce się zarabia! Zanim jednak przejdziemy do cyfr, warto zastanowić się jak zareagować na uwagę pracownika, który narzeka, że zarabia mniej niż w Biedronce. Może warto zaproponować mu aplikowanie do rzeczonej firmy… szczególnie jeśli poza roszczeniowością nie wnosi do swojej pracy zbyt wiele. Podejrzewamy, że odstąpi od nakreślonego mu planu. W Biedronce może sobie nie poradzić.

CZYTAJ TAKŻE: Automaty paczkowe w sieci Biedronka

Biedronka daje podwyżki – jakie?

Jak informuje Biedronka skala wzrostu miesięcznych pensji pracowników to 200-250 złotych. Wiadomo, że największe podwyżki dotyczą stanowiska sprzedawca-kasjer. W skali roku na podwyżki portugalska sieć zamierza przeznaczyć przeszło 142 mln złotych.

Jak czytamy w komunikacie prasowym Biedronki:

Sprzedawca-kasjer, rozpoczynający pracę w sieci, zarobi od stycznia 2022 r. nie mniej niż 3460 zł do 3800 zł a jeśli ma staż powyżej 3 lat od 3600 zł do 4050 zł. Początkujący kierownik sklepu dostanie nie mniej niż 5100 zł. Zwiększenie wynagrodzeń czeka także pracowników centrów dystrybucyjnych sieci Biedronka. Magazynier z najmniejszym stażem będzie mógł liczyć na 3800 - 4100 zł, a inspektor ds. administracyjno-magazynowych na 4650 - 4950 zł”.

 

Zarobki w Biedronce

Polacy lubią zaglądać drugim w portfele. Biedronka jest tutaj bardzo transparentna i jasno wskazuje na to, jakiego rzędu wynagrodzenia są w zasięgu pracujących w niej osób. Trzeba jednak pamiętać, że pieniądze to jedno. Drugie to dobre słowo. Przy okazji komunikatu o podwyżkach i w przedświątecznej atmosferze warto wspomnieć także o dobrym słowie.

W tym samym komunikacie komplementów wobec podwładnych nie szczędził dyrektor generalny tej sieci. Ludzie lubią być docenieni materialnie. Jeśli jednak chcemy budować prawdziwy employer branding warto zacząć od prostego słowa „dziękuję”. W wielu sytuacjach znaczy ono naprawdę bardzo dużo.

 

Pękła psychologiczna bariera. Przeciętne wynagrodzenie przebiło poziom 6000 złotych brutto. W listopadzie wyniosło 6022,49 zł. To prawie 1/10 więcej niż rok temu o tej samej porze. Pracodawcy przyznają: tam gdzie nie ma podwyżki, trudno jest utrzymać pracowników

Tam, gdzie nie ma podwyżki, ludzie odchodzą

Niedawno w Magazynie Firma napisaliśmy, że w ciągu ostatnich 3 miesięcy podwyżkę otrzymało tylko 14% pracowników. Głównie mężczyzn. Co zresztą? Rośnie grupa tych, którym nie w głowie zagryzanie zębów i zaciskanie pasa. Tam, gdzie nie ma podwyżki, ludzie odchodzą. Korzystają z konkurencyjnej sytuacji na rynku zatrudnienia i… zmieniają pracę.

Nie jest to tylko teza i teoretyzowanie. Sami pracodawcy, a nawet poważne organizacje ich zrzeszające przyznają:

Pracownicy coraz częściej, wskazując na mniejszą siłę nabywczą otrzymywanego wynagrodzenia, zgłaszają się po podwyżki do pracodawców. Z uwagi na fakt, iż obecnie zmiana pracy jest stosunkowo łatwa. W razie niepowodzenia negocjacji decydują się zmienić pracodawcę” – mówi Monika Fedorczuk, ekspertka rynku pracy z Konfederacji Lewiatan.

Prawda jest jednak taka, że niektórzy pracownicy, którzy w swojej karierze odeszli od szefa z odmowną odpowiedzią, już nawet o nic nie pytają i o nic nie proszą. Po prostu odchodzą.

Gdy nie ma podwyżki, są problemy

Faktycznie. Obok rosnących cen surowców, energii, paliw dochodzi jeszcze jeden inflacjogenny impuls – presja płacowa. Dodajmy, o bezprecedensowej skali. Obserwujemy niespotykaną dotychczas dynamikę wzrostu wynagrodzeń będącą efektem presji płacowej w następstwie inflacji, która obniża realną wartość wynagrodzeń oraz niedoboru pracowników na rynku pracy” – mówi Fedorczuk. Czy mamy zatem do czynienia z zapętloną inflacyjną pułapką? I owszem.

Nie ma podwyżki? Jest większa rotacja

Jak przyznaje w rozmowie z Magazynem Firma jeden z przedsiębiorców z firmy zajmującej się instalacjami, zrezygnował już z kosztownych szkoleń dla pracowników. „Nie będę wychowywał kadry konkurencji, która lepiej płaci” – przyznaje. W ciągu ostatnich 6 miesięcy w dziewięcioosobowej załodze wymieniło się sześciu pracowników. „Tylko jeden wyjechał za granicę, reszta poszła do konkurencji. Nawet dokładnie wiem gdzie” – mówi z pewną bezradnością w głosie.

Rotacja pracowników w opinii ekspertów


Oczywiście, poziom rotacji jest różny w zależności od branży i regionu Polski. Podawana przez GUS wartość przeciętnego wynagrodzenia dotyczy przedsiębiorstw zatrudniających więcej niż 9 pracowników, nie obejmuje więc około 10 mln pracujących. Mając na uwadze wyniki wcześniejszych badań należy mieć na uwadze, że w mikrofirmach wynagrodzenia są znacznie niższe” – mówi Monika Fedorczuk.

Zatrudnienie w Polsce rośnie

Wczytując się w oficjalne dane GUS, dowiadujemy się, że w listopadzie 2021 roku przedsiębiorstwa zatrudniały 6,4 mln osób. To wynik o 0,2% lepszy niż w październiku i o 0,7% niż w  listopadzie 2020 roku. Eksperci zauważają jednak, że to ciągle nieco mniej, niż przed wybuchem pandemii.

Inflacja nie daje za wygraną. 7,8% to już poważny wzrost, który powinien wywołać presję na podwyżki. Tymczasem, jak wynika z badania ARC Rynek i Opinia podwyżka w czasach inflacji spotkała tylko 14% Polaków. (Dane za ostanie 3 miesiące)

Podwyżka w czasach inflacji nie jest dla każdego. Z tego artykułu dowiesz się m.in.:

Podwyżka w czasach inflacji głównie dla mężczyzn

Jeśli ktoś ma jeszcze złudzenia, że kobiety i mężczyźni mają takie same warunki płacy i pracy, niech spojrzą lepiej w najnowsze badania ARC Rynek i Opinia. Wynika z nich, że odsetek mężczyzn, którzy mogli pochwalić się wyższą pensją, jest dużo więcej niż kobiet. Wśród panów podwyżkę w ostatnim kwartale zadeklarowało 19% pracowników. Wśród pań dostało ją tylko… 10%.

Wyższą pensję najczęściej dostają osoby w wieki 35-44 lata. Aż 21% osób z tej grupy wiekowej odnotowało większe wynagrodzenie za pracę. Całkiem spory odsetek osób z podwyżką znajdziemy także w najmłodszej grupie wiekowej 18-24 lata. W najgorszej pod tym względem sytuacji są osoby w najstarszym przedziale wiekowym. Tylko co dziesiąty pracownik w wieku 45-65 lat mógł cieszyć się z wyższego wynagrodzenia.

Podwyżka w czasach inflacji – konieczna zmiana pracy?

A co zrobić jeśli podwyżki nie ma, a inflacja nie daje spokoju? Prawie co piąty respondent (19%) deklaruje w badaniu ARC Rynek i Opinia, że szuka dodatkowego zajęcia. Dużo mniej, bo 8% jest w trakcie poszukiwań lepiej płatnego zajęcia.

Wciąż zaskakuje niski procent osób, które są gotowe pójść z prośbą o podwyżkę do swojego szefa – tylko 5%. Co ciekawe podobny odsetek był notowany kilka miesięcy temu przed „wybuchem” wszechobecnej drożyzny.

Prawie wszyscy Polacy spodziewają się wzrostu cen

W szybkie opanowanie inflacji nie wierzy prawie nikt. W badaniu ARC Rynek i Opinia aż 95% badanych twierdzi, że ceny w dalszym ciągu będą rosły. 69% spodziewa się "dynamicznego wzrostu".

CZYTAJ TAKŻE: Firma i inflacja. TOP5 Pomysłów jak radzić sobie z drożyzną

Jak radzić sobie w czasach inflacji? 

W zdecydowanej większości polscy konsumenci są gotowi wybierać tańsze produkty lub usługi. W pierwszej kolejności ograniczą wydatki na kulturę, gastronomię i turystykę jak również na zakup słodyczy, alkoholu, ubrań czy obuwia. 33% respondentów rezygnuje z niektórych usług, a 32% próbuje zwiększyć swoje przychody. Ograniczenie konsumpcji dotyczy w największym stopniu najstarszej badanej grupy wiekowej 45-65 lat (41%) oraz osób z wykształceniem wyższym (44%)” - czytamy w inflacyjnym raporcie ARC Rynek i Opinia.

Mamy złe informacje dla firm specjalizujących się w sprzedaży słodyczy, alkoholi i ubrań. To właśnie w tych segmentach Polacy w pierwszej kolejności gotowi są na ograniczenie konsumpcji. Ponadto spora grupa respondentów z najstarszego przedziału wiekowego zamierza oszczędzać na kosmetykach (48%), odzieży (58%), książkach (41%). Najmłodsi konsumenci deklarują rezygnację ze słodyczy (71%).

Te usługi ucierpią przez inflację

W segmencie usług Polacy gotowi są w pierwszej kolejności oszczędzać na kulturze, gastronomii i turystyce. Ograniczenia wydatków nie są za to planowane w obszarze prywatnej opieki medycznej, czy oferty edukacyjnej.

 

Magazyn Firma

Magazyn Firma to serwis dla przedsiębiorców sektora MŚP. Prosto, konkretnie i praktycznie pokazujemy to, co ciekawe w zarabianiu pieniędzy.

Odwiedź nas na:

Magazyn Firma 2022. All Rights Reserved.
magnifier