2,7 tys. klubów fitness, 3 mln klientów, 4,23 mln zł przychodu – tak w dużym skrócie wyglądał rok 2019 w branży fitness. Kolejne 12 miesięcy miało przynieść spektakularne rekordy. Niestety, przez koronawirusa siłownie stoją puste, a instruktorzy szukają alternatywy dla treningów personalnych online.

Biznes, który nie sprawdza się w sieci

Internet to z pewnością największy wygrany trwającej od miesięcy pandemii. Przeniosły się do niego: szkoły, urzędy, sklepy, firmy, a nawet siłownie. O ile załatwianie spraw i sprawunków przy użyciu komputera jest oszczędnością czasu, tak w przypadku szkół czy klubów fitness, gdzie poza celem liczą się aspekty społeczne, sieć nie daje pożądanej satysfakcji.

CZYTAJ WIĘCEJ: Koniec tradycyjnych nieruchomości komercyjnych. Tak będzie wyglądać branża w kolejnych latach

Nauka jest obowiązkowa, ale dbanie o formę już nie, dlatego treningi personalne online nie cieszą się tak dużą popularnością jak te „twarzą w twarz”, a to właśnie one były źródłem dochodu dużej rzeszy trenerów. Znane platformy i aplikacje fitness prowadzone przez: Annę Lewandowską – Diet&Training by Ann, Ewę Chodakowską – BeActiveTV.pl czy Annę Dziedzic – FitAnka.pl mają wierne grono użytkowników, jednak skupiającym się do tej pory na udzielaniu porad indywidualnych instruktorom trudno będzie dorównać internetowym „wyjadaczkom”.

Ponadto koszty stworzenia platformy i profesjonalnych nagrań dla większości będą nie do pokonania. Można, jak Maria Janiec prowadzić płatny streaming z zajęć jogi, ale ona zaczęła budować swoją społeczność długi czas przed covid-19. Kolejną bardzo ważną kwestią jest nadmiar digitalizacji. Ćwiczenia fizyczne były dla wielu sposobem na odpoczynek od komputerów, ekranów, internetu. Co w takim razie bezrobotni trenerzy powinni zaproponować niezagospodarowanej grupie fanów siłowni?

Alternatywa dla treningów personalnych online

Pierwszym i najbardziej oczywistym pomysłem jest trenowanie na świeżym powietrzu. Na takie rozwiązanie zezwalają surowe przepisy, niebezpieczeństwo zarażenia jest mniejsze, a obecny przy ćwiczeniach trener może skorygować każdy błąd wykonywanych sekwencji ruchowych. Niestety na tym plusy się kończą.

CZYTAJ WIĘCEJ: Najlepszy telefon dla pracowników fizycznych. Lista TOP5 (wybór redakcji)

Nie każdy trening da się wykonać bez specjalistycznych akcesoriów czy urządzeń. Ponadto pogoda bywa kapryśna i skutecznie zniechęca do aktywności. Jak tłumaczy Piotrek Żelazowski, pracujący jako trener personalny od 7 lat, to całkowicie zrozumiałe.

– O ile sam jestem przyzwyczajony do trenowania na zewnątrz przez cały rok, o tyle przekonanie do tego innych bywa nie lada wyzwaniem. Ludzie mają obawy przed wszystkimi następstwami wystawienia się na mróz. Nawet przy rosnącym hypie na morsowanie i inne praktyki Wim Hofa. Rozumiem te obawy wśród moich podopiecznych i nie chcę namawiać ich, żeby potem nie mieć na sumieniu ich zdrowia – dodaje.

Mniej zależną od aury formą uprawiania sportu są treningi domowe, do nich jednak trzeba mieć odpowiednią przestrzeń. I co ważne, do ceny zajęć trzeba doliczyć dojazd. Są też tacy, jak woląca zachować anonimowość instruktorka pilatesu, która w mieszkaniu po babci stworzyła kameralne studio do ćwiczeń. Zajęcia odbywają się 1 na 1, uczestniczy w nich stałe grono klientów. Jest to alternatywa ale kosztowna. Czarny rynek usług fitness rośnie prawie tak szybko jak liczba osób zawodowo uprawiających dane dyscypliny sportu.

Czarny rynek usług fitness

Obecna sytuacja powoduje, że treningi personalne stają się dobrem luksusowym, na który stać niewielu. By wyjść na swoje trener, prowadzący własną działalności musiałby znacząco podnieś stawki. Bezpieczniejszym rozwiązaniem jest więc zawieszenie działalności lub przebranżowienie, bo końca obostrzeń nie widać. Piotrek Żelazowski przyznaje z rozgoryczeniem, że gdyby nie żona trudno byłoby mu związać koniec z końcem.

– Moja sytuacja finansowa zmieniła się w 2020 roku o  okrągłe 100%. Ale mój instynkt ekonomiczny poddaje wątpliwości, czy nie jestem nadmiernym optymistą. Skoro dochód jest równy zeru, a koszty dalej należy ponosić, to możliwe, że te procenty są nieco zaniżone – podaje i przyznaje, że sytuację ratuje żona. – Jestem szczęśliwym posiadaczem żony. Szczęście to ostatnimi czasy okazuje się podwójne, bo pomijając uczucia, wspomnienia i inne składowe związku, dodatkowo małżonce udało się już parę lat temu wstrzelić w branżę, której rząd nie zamknął podczas tegorocznych restrykcji.

Pytany o rządową pomoc, wylicza formy z których korzystał na początku pandemii. Należą do nich: umorzenia ZUS, postojowe i pożyczka w wysokości 5 tys. zł. To za mało, by przetrwać 9 miesięcy. Żeby nie zwariować poświęcił się swojej pasji –  malowaniu obrazów.