Upada najrentowniejsza dorywcza praca. COVID-19 pogrąża usługi Mikołajów

Inwestycja w strój mikołaja zwraca się już po jednym zleceniu (i jeszcze zostaje). Czy w czasie COVID praca mikołaja się opłaca?

Najbardziej przedsiębiorczy, z dobrym marketingiem i ogarnięci w topografii miasta, potrafili w jeden wieczór zarobić kilka tysięcy. Bez śniegu, bez reniferów i bez prawdziwej brody… Tym razem, większość dzieci zobaczy Świętego Mikołaja jedynie w bajce lub reklamie. Ta fucha w tym roku nie wypali. Dlaczego? Wszystkiemu winien koronawirus.

CZYTAJ TAKŻE: Oryginalne benefity pracownicze w covidowych czasach

Ile kosztuje wejście w mikołajowy biznes?

Ten prawdziwy wywodził się z Miry, leżącej na terenie dzisiejszej Turcji, choć popkultura zaciągnęła go gwiezdnym zaprzęgiem gdzieś za koło podbiegunowe. Mniejsza o to… Zlecający wizytę rodzice i tak stawiali na znajomych, lub aktorów jednej roli znalezionych w internecie.

I tak, okazywało się, że zamówiony święty, naprawdę na imię ma Zenon i pochodzi spod Grójca (imię i lokalizacja przypadkowe).

Aby wejść w ten biznes, specjalne nakłady nie są potrzebne. Podstawa to strój. Sprawdziliśmy na Allegro, ile kosztuje kostium, który pozwoli nam na wcielenie się w rolę poczciwego staruszka z Laponii. Zacznijmy od najtańszych ofert. Najskromniejsze stroje zaczynają się od… niespełna 12 złotych . W zestawie otrzymujemy pięć elementów – czapkę, „kurtkę”, spodnie, pasek i oczywiście brodę. Worek trzeba sobie zorganizować. Jeśli do roli chcemy się lepiej przygotować, możemy zainwestować w „Mega Zestaw – Strój Świętego Mikołaja DELUXE” za 149 złotych. Trzeba przyznać, że wygląda lepiej i jest bardziej zbliżony do tego jaki znamy z popkultury. Ten zestaw liczy już 10 elementów takich jak: marynarka (!) , spodnie, buty, brodę, włosy, rękawiczki, pasek, worek (złotego koloru), okulary oraz czapkę.

CZYTAJ TAKŻE: Składki ZUS. Czy można nie płacić ZUS?

Dla prawdziwych profesjonalistów przeznaczony jest uwaga…21-elementowy zestaw „De Luxe” – za 299 zł, który według opisu składa się ze stroju z wysokiej jakości materiału, gęstymi włosami i brodą, okularami „w kolorze złota”. Dodatkowo w skład mikołajowego startera wchodzą… teraz będzie fachowo: pastorał, dmuchany brzuch, „dzwonek duży i głośny”, jutowy worek (bardzo duży), rózga wiklinowa (dla niegrzecznych dzieci), a także „Poradnik Świętego Mikołaja” oraz instrukcja obsługi. Zatem inwestycja poważna, ale ze szkoleniem w pakiecie.

Reklama biznesu – usługi mikołajowe

Powszechnie wiadomo, że marketing to podstawa. Znawcy tematu twierdzą, że powinien się on oprzeć na dwóch filarach. Pierwszy to ogłoszenie na portalu, a najlepiej na bezpłatnym forum lub fanpage’u mieszkańców miasta czy dzielnicy (będzie bliżej). Zdaniem niektórych, dodanie określenia „ostatnie wolne terminy” „robi swoje”, a telefon urywa się, szczególnie tuż przed 5/6 grudnia. Drugim filarem jest… marketing szeptany. System poleceń w tym fachu sprawdza się w stu procentach, a dodatkowe wzmocnienie go przekazem „dzieci były zachwycone” czyni cuda. Stąd niektórzy mikołajowie dorzucają po konsultacjach z rodzicami jakieś słodycze czy drobne zabawki „od siebie”. Dodatkowa inwestycja rzędu 10-20 złotych to nic w porównaniu ze stawkami obowiązującymi w większych miastach.

CZYTAJ TAKŻE: Najlepsze biznesy na kryzys

Wizyta świętego Mikołaja – zarobki

Stawki są zróżnicowane i w dużej mierze zależą od lokalizacji usługi. W mniejszych miejscowościach zaczynają się zwykle od 80-100 złotych. W dużych ośrodkach przebitka bywa trzy, a nawet pięciokrotna (300-500 zł). Najbardziej obrotni i dobrze ogarniający logistykę, byli w stanie obsłużyć nawet kilkanaście domów. Teraz już wiecie, dlaczego ten biznes nazwaliśmy najrentowniejszą dorywczą pracą w okresie świątecznym. Najwyższe stawki, co zrozumiałe obowiązują w okolicach 6 grudnia. Im później, tym taniej. Wzrastają ponownie w w okolicach świąt. To jednak nie koniec sezonu. Mikołajowie świetnie zarabiali na zakładowych czy szkolnych spotkaniach choinkach… no właśnie zarabiali. Czas przeszły jest w tym roku uzasadniony.

Mikołajowy biznes upada przez COVID

Teraz zrobi się smutno. Najrentowniejsza, najbardziej wdzięczna i pobudzająca wyobraźnię dorywcza praca w tym roku popadła w kryzys. Mikołaj stanął w jednym szeregu z instruktorem pływania, trenerem na siłowni oraz kelnerem i to pomimo że żadne rozporządzenie oficjalnie nie objęło go restrykcjami. Dosłownie nie, ale czytając szczegóły obostrzeń, ten biznes został właśnie rozłożony na łopatki.

CZYTAJ TAKŻE: Masz alkomat w firmie? Grożą ci gigantyczne kary

Po pierwsze, od 28 listopada nie ma możliwości organizowania rodzinnych spotkań powyżej pięciu osób (chyba że wszyscy mieszkają pod tym samym adresem). Po drugie obowiązują maseczki i dystans społeczny. O ile świętego w czerwonej maseczce można sobie wyobrazić, o tyle wręczania prezentów z zachowaniem 1,5 metra już nie bardzo. Po trzecie dochodzi strach. Zarażać może Mikołaj, zarażać mogą dzieci i rodzice. Ryzyko jest bardzo duże. Dodatkowo część klientów, może właśnie przebywać na kwarantannie lub któryś z domowników, może być zagrożony dodatkowymi czynnikami ryzyka.

CZYTAJ TAKŻE: Kiedy najlepiej otworzyć firmę?

Wiele firm organizujących coroczne imprezy choinkowe dla dzieci pracowników, już odwołało swoje plany. Choinki nie będzie.

Mikołaj 2020 – jak to opodatkować?

Dzieciom zawsze można wytłumaczyć, że Mikołaj przyszedł pod osłoną nocy, przez komin, okno czy wentylację i zostawił prezent pod poduszką lub obok łóżka. Najmłodsi zrozumieją, a nawet uwierzą. Gorzej z tymi, którzy od lat zajmowali się tym biznesem. Wbrew obiegowej opinii, wielu Mikołajów działa całkiem legalnie i już dawno wyszli z szarej strefy. Część podpisywała z rodzicami obdarowywanych dzieci umowy zlecenia. Ci zajmujący się na co dzień animacjami dla najmłodszych wystawiali faktury jako osoby prowadzące działalność gospodarczą. Czy fiskus może zakwestionować usługi mikołajowe pod względem podatkowym?

Pół żartem pół serio: – święty jako rezydent fińskiego regionu Laponia jest tamtejszym rezydentem i… bardzo skrupulatnym podatnikiem. Problem w tym, że twardo stąpający po ziemi fiskus raczej nie wierzy w świętego Mikołaja.