Szaleństwo? Niekoniecznie. Są punkty, które w pandemii radzą sobie doskonale. A pod drzwiami ustawiają się kolejki chętnych. Niestety przerażająca większość tonie, a długi w gastronomii rosną.

Milionowe zadłużenie

Ostatnie 14 miesięcy to nie był dobry czas dla gastronomii. Większość biznesów ucierpiało przez pandemię i wprowadzane przez rząd obostrzenia. Pesymistyczne dane napływają z wielu sektorów. Ale to gastronomia jest branżą, którą koronawirus wywrócił do góry nogami. I to nie jeden, a kilka razy. Brak możliwości organizacji imprez, zakaz obsługiwania klientów w lokalu, wzmożone kontrole – to wszystko powoduje, że długi w gastronomii rosną.

Opcja „na wynos” nie przynosi dochodów, jakie osiągały restauracje i bary przed covidowym zawirowaniem. Do tego brak realnej pomocy ze strony państwa. Ci mądrzejsi członkowie gastrobiznesu albo zamknęli się od razu w pierwszych miesiącach pandemii, albo przebranżowili. Jak na przykład restauracja Ed Red, która zamiast przyjmować gości zaczęła sprzedawać luksusowe konserwy. Nie każdy jednak poszedł tą drogą. Część przedsiębiorców miała nadzieję, że kłopoty szybko miną. Starali się więc przetrwać to najgorsze, skutkiem czego długi w gastronomii rosną. Zadłużenie sektora wynosi obecnie ok. 715 mln zł, wynika z danych BIG InfoMonitor. Odbudowanie strat będzie naprawdę trudne. Wielu ekspertów twierdzi, że wręcz niemożliwe.

CZYTAJ TAKŻE: Bon gastronomiczny uratuje restauracje? Raczej nie

Długi w gastronomii rosną. Nawet pomoc nie uratuje sytuacji

W gastronomii jest źle. Zdaniem przedstawicieli Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej nawet gdyby już, teraz zniesione zostały wszelkie obostrzenia, część z lokalów upadnie, a zatrudnieni w nich pracownicy stracą pracę. Na dokonanie odbicia trzeba mieć środki, a tych po wyczerpującym roku zwyczajnie brakuje. Ani zapowiadane bony gastronomiczne, ani ulgi podatkowe, ani nawet rządowe dopłaty nie uratują tych biznesów, które są na skraju wytrzymałości. Mimo, że mamy przed sobą miesiące wakacyjne, które z pewnością będzie charakteryzował ruch w branży, sytuacji w wielu przypadkach nie da się uratować. Opisywany problem może dotyczyć nawet 20% biznesów.

CZYTAJ TAKŻE: DISH-order. Nowe narzędzie Makro pozwoli restauratorom zrezygnować z portali typu Pyszne.pl?

Firma analityczna Dun & Bradstreet przeanalizowała sytuację 4,5 tysiąca polskich firm z branży gastronomicznej. Okazało się, że aż 70% z nich zakończyło styczeń z finansowymi problemami. Zadowolenie z dochodów deklarowało tylko 6,6% ankietowanych. Mimo tak przerażających danych, są przedsiębiorcy którzy się nimi nie zrażają i inwestują w gastronomię.

CZYTAJ TAKŻE: Sanepid spacyfikuje zbuntowanych przedsiębiorców jak handlarzy dopalaczami

Nowe punkty gastronomiczne wciąż powstają

Co prawda nie w takim tempie jak przed wybuchem pandemii, ale ich liczba nadal przeważa nad tymi zamykanymi. Dun & Bradstreet podało, że w pierwszym kwartale 2021 roku tych, które powstały było 1,3 tys. podczas gdy zlikwidowano 1,1 tys. To potwierdza trend z 2020 roku. Wtedy także liczba lokali wzrosła. Nieznacznie, bo o 2,2% ale wzrosła.

Jaki jest przepis na sukces w tych trudnych dla gastronomii czasach? Z pewnością jakość produktów, ciekawy koncept i odpowiednia reklama. Informacja o nowym lokalu musi dotrzeć do potencjalnych odbiorców, tak samo jak pochlebne opinie.