Zakaz wstępu z lodami – taki piktogram znajdziemy na drzwiach wielu sklepów w Polsce. Właściciele bronią się w ten sposób przed ryzykiem ubrudzenia towaru i realnych strat. Są jednak i tacy, którzy sobie to dokładnie przeliczyli i… odpuszczają, biorąc na siebie to ryzyko, i bojąc się bardziej… utraty klienta.

Piktogram zakaz wstępu z lodami

Naklejkę na drzwi z charakterystycznym piktogramem zakazu wstępu z lodami można kupić już za 5 złotych w sklepach z oznaczeniami BHP. Zakaz jest dobrowolny, lub deklaratywny, tzn. nie ma przepisów, które z góry zabraniałyby klientom na wejście z gałką lodów do sklepu odzieżowego.

Przypadkowe zabrudzenie eksponowanej odzieży może kosztować całkiem sporo. Szczególnie, że niektórych plam nie da się doprać. Ponadto wielu sprzedawców nie wyobraża sobie ponownej sprzedaży wcześniej wypranej odzieży. Głównie ze względu na papierowe metki, które przecież trzeba było na nowo doszyć.

Tego typu artykuły zazwyczaj trzeba przecenić, a w skrajnych przypadkach spisać na straty.

Klient z lodami w sklepie odzieżowym

Trzeba jednak przyznać, że piktogram nic nie da, jeśli klientowi brakuje elementarnej kultury. Sprzedawcy dobrze wiedzą, że próba zwrócenia w takiej sytuacji uwagi, czasem może skończyć się awanturą, a nawet… zemstą (!).

„W dobie mediów społecznościowych łatwo o negatywny, nieprawdziwy wpis zrobiony na złość. Anonimową ocenę, która może być bardzo szkodliwa. Sama się o tym przekonałam i odpuściłam” – mówi pani Anna ze Świętokrzyskiego, która podkreśla, że nie ma siły kłócić się z kimś, kto nie rozumie podstawowych zasad.

Pani Anna policzyła, że w ciągu pięciu lat prowadzenia sklepu, zdarzyły się trzy incydenty zniszczenia odzieży przez klientów, którzy weszli do sklepu z lodami lub napojami.

„Jeżeli policzę, że straty z tego tytułu wyniosły około 200 złotych i wezmę pod uwagę utratę klienta, lub efekt negatywnego marketingu szeptanego, to wolę machnąć na to ręką” – powiedziała.

Dodała, że zdarzyło się jej tylko raz, że klientka poczuła się winna, przyznała się i zakupiła zniszczoną odzież. W większości jednak przypadków, trudno złapać „sprawcę” na gorącym uczynku.

Młodzież nie respektuje zasad

Właściciele sklepów, z którymi rozmawialiśmy, przyznają, że przepisów porządkowych takich jak np. wspomniany zakaz wstępu z lodami do sklepu, najczęściej nie respektują osoby młode, głównie w wieku licealnym.

Zdarza się, że najmniejsze zwrócenie uwagi kończy się nieprzyjemną dyskusją, pyskowaniem i złośliwościami.

„Wydaje się im, że wszystko mogą. Kamera zarejestrowała kiedyś celowe, złośliwe urwanie guzika przy jednej z damskich koszul przez nastoletnią klientkę. Sprawa trafiła do dyrektora szkoły i rodziców, którzy musieli zwrócić pieniądze, tym bardziej że był to drogi, markowy produkt”.

Wśród problemów właściciele sklepów odzieżowych wskazują także na osoby, które nie dbają o higienę osobistą i korzystają z przymierzalni.

Jeden z naszych rozmówców przyznaje, że zdarza mu się czasem wyrzucić odzież zabrudzoną właśnie w taki sposób.

– Straty z tego tytułu bywają dużo wyższe niż w przypadku wnoszonych do sklepu napojów, czy lodów – ocenia właściciel sklepu z ubraniami dla sportowców.

Kultura zakupów w Polsce

Na całe szczęście, z kulturą robienia zakupów w Polsce jest coraz lepiej i widać to po zachowaniu klientów, przyznają niemal wszyscy sprzedawcy, z którymi rozmawialiśmy.

Jeśli jednak byłaby ona na właściwym poziomie, nikt nie musiałby umieszczać tabliczki z przekreślonymi lodami czy napojem.

Wygląda na to, że do listy ryzyk prowadzenia biznesu trzeba dopisać… elementarny brak umiejętności właściwego zachowania przez klientów.