Niestety, ale wiele wskazuje na to, że sprawdzą się scenariusze o czwartej fali COVID-19. Jeśli zestawimy dane tydzień do tygodnia, to doskonale widać już tendencję wzrostową. Zdaniem wielu osób – na tym etapie wzrostu zachorowań – ma ona tendencję utrwalającą. Czy znów grozi nam lockdown?

Niby tak samo, a jednak inaczej

Jeśli spojrzymy na raporty zachorowań i dane z różnych województw, to jak na dłoni zobaczymy, że ta fala COVID-19 bardzo mocno różni się od poprzednich. Do tej pory wirus zazwyczaj rozlewał się po Polsce z zachodu na wschód. Najpierw rosła liczba zachorowań na Dolnym Śląsku i w Wielkopolsce, a dopiero po pewnym czasie w części centralnej czy na wschodzie.

ZOBACZ TEŻ: Szczepienia przeciwko COVID-19 w pracy. Jak je zorganizować

Zgodnie z wszelką logiką, skoro zarażonych jest już sporo obywateli Niemiec, to mogłoby się wydawać, że w naszym kraju najbardziej dotknięte powinny być znów województwa zachodnie. Przecież obywatele Polski często jeżdżą tam na zakupy lub pracują, a następnie wracają do domu.

Jest też cała masa miejscowości, gdzie każdego dnia można spotkać tysiące Niemców, na przykład Szczecin czy Świnoujście. To kolejna przesłanka, która umacnia nas w przekonaniu, że (gdyby nie szczepienia na COVID-19) czwarta fala powinna teraz dotykać zwłaszcza te województwa.

Nauka miała rację?

W tej chwili wszystko wskazuje na to, co cały cywilizowany świat wiedział od dawna: szczepionki działają. Doskonale widać to na przykładzie zachorowań na wschodzie, kiedy zestawimy dane z bardzo ludnym województwem śląskim, gdzie mieszka ponad 4,5 miliona osób.

25 września, w lubelskim i podkarpackim, gdzie sumarycznie mieszka mniej osób niż na Górnym Śląsku, liczba zachorowań jest o wiele wyższa. Pokazuje to dość jednoznacznie, w jakim kierunku zmierza pandemia. Nie jest żadną tajemnicą, że epidemiolodzy obawiali się właśnie o wschodnią część kraju.

Dziś, przed przekroczeniem psychologicznej bariery tysiąca zachorowań na dzień, widać już dość wyraźnie, że mieli rację. Tam, gdzie zaszczepiło się najwięcej osób (Warszawa, Górny Śląsk, Poznań, Wrocław i Dolny Śląsk), zachorowań jest relatywnie niewiele. Regiony na prawo od Wisły już teraz mają spory problem. A czwarta fala dopiero się rozpędza.

Czy wróci całkowity lockdown?

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że nie. Warto jednak zachować tu pewien dystans, bowiem – z formalnego punktu widzenia – nie padły jeszcze żadne wiążące deklaracje. Rząd kilka razy sugerował, że tym raem formuła obostrzeń może zostać zmieniona.

Wielu specjalistów uważa, że czekają nas raczej punktowe wyłączenia i zamknięcia działalności w obszarach o podwyższonym ryzyku zachorowań. Oznacza to, że przedsiębiorcy ze wschodniej części Polski mogą mieć spory problem.

Z drugiej strony, województwa i regiony ulokowane na lewo od rzeki Wisły – bo to właśnie tamtędy przebiega symboliczna granica zaszczepialności – raczej mogą spać spokojnie. Wiele jednak zależy od tego, jaką dynamikę w Polsce przybierze kolejna fala zachorowań na koronawirusa.