Rynek pracy w Polsce nadal jest stabilny, a na spowolnienie zareaguje z opóźnieniem – twierdzą ekonomiści. Nie zmienia to jednak faktu, że w wielu firmach zaczyna dziać się źle. Niektórzy pracodawcy już zwalniają. Dlaczego nie widać tego w oficjalnych statystykach?

Pracodawcy już zwalniają, ale pracownicy znajdują inne zajęcie

Z końcem lipca zwolniłam moją jedyną pracownicę” – pisze do magazynu firma właścicielka niewielkiego sklepu z artykułami gospodarstwa domowego w woj. śląskim. „Rosnące koszty, inflacja, spadek obrotów, sprawiły, że nie było mnie już stać na pracownika. Wiem jednak, że Magda pracuje od 1 sierpnia gdzie indziej, przy produkcji. Na szczęście, nawet dnia nie spędziła na bezrobociu”. Ta historia opisana przez naszą czytelniczkę w nieco polemicznej odpowiedzi na nasz poprzedni artykuł o rynku pracy, pokazuje, że sytuacja wydaje się stabilna. Z rynku pracownika niewiele już zostało, ale o gwałtownym wzroście bezrobocia nie ma jeszcze mowy. Jeszcze.

W dodatku spada odsetek osób, które zmieniają pracę, bo dotychczasowa już im się nie podoba. To pokazuje pewną ostrożność pracowników.

Co się zmieniło na rynku pracy

Powyższa historia w dużej mierze tłumaczy, dlaczego w statystykach MRiPS oraz GUS nie widać wzrostu bezrobocia. Potwierdzają ją dane Randstad, który cyklicznie przeprowadził badania rynku pracy. Okazuje się, że spośród badanych, którzy zmienili pracę w pierwszym półroczu 2022 roku, aż 26% wskazało jako powód utratę dotychczasowego miejsca zatrudnienia. Dodajmy, że dzieje się to przy nadal bardzo niskim odsetku zmieniający pracę w ogóle. Niemniej liczba daje do myślenia.

Rynek pracy stabilny

Pracownicy, choć coraz bardziej świadomi niekorzystnych zmian w gospodarce, pozostają w większości optymistami. 88 procent uważa, że bez kłopotu znajdzie jakąkolwiek pracę, jeśli straci obecną. Jak to rozumieć? Po pierwsze, ten optymizm może być już dzisiaj nieco na wyrost. Po drugie warto wspomnieć o stabilności rynku, prawdopodobnie największej w historii, a także ostrożności samych pracodawców.

Pamiętajmy też, że osoba, która wierzy, że szybko znajdzie nową pracę, nie biegnie natychmiast do urzędu pracy. Daje sobie czas. To kolejny powód dla którego oficjalne statystyki nie będą precyzyjne.

 Spadek liczby osób zmieniających pracę (w stosunku do poprzedniego kwartału o 3 p.p) czy dane dotyczące przyczyn rotacji (obniżenie znaczenia niezadowolenia z poprzedniego pracodawcy) odzwierciedlają pewną ostrożność pracowników i pracodawców jaka wynika z sytuacji gospodarczej. Nasz rynek pracy jest jednak wciąż stabilny, odporny na obecne zawirowania. Z pewnym opóźnieniem będzie reagował na spowolnienie gospodarcze  – stwierdza Robert Lisicki, Dyrektor Departamentu Pracy, Konfederacji Lewiatan

Pytanie tylko jak będzie wyglądała ta „opóźniona reakcja”. Prognozy i lekcja z poprzednich kryzysów nie napawa optymizmem, o czym pisaliśmy tutaj.

Gdzie rotacja pracowników jest największa?

Jak pokazują wyniki badań Instytutu Badawczego Randstad w ostanim półroczu 17% badanych zmieniło pracę. Największa rotacja jest jednak widoczna na takich stanowiskach jak sprzedawcy i kasjerzy (26%), kierowcy (24%) pracownicy biurowi oraz administracyjni (21%), niewykwalifikowana kadra (20%).