Ta branża nie ma szczęścia. Jak nie rządowe zakazy i bankructwa to brak ludzi. Kucharze i kelnerzy po przebranżowieniu ani myślą wracać. Kiedy kłopoty gastronomii się skończą?

Pandemia pogrzebała gastronomię?

Bary i restauracje powinny tętnić życiem. Niestety od ponad roku rzeczywistość lokali i ich właścicieli wygląda całkiem inaczej. Co gorsza wiele wskazuje na to, że kłopoty gastronomii dopiero się zaczynają. Mimo, że jest to jedna z branż najsilniej poszkodowanych przez szalejąca pandemię.

Lokale zostały zamknięte, następnie wprowadzono tylko możliwość sprzedaży na wynos. To rozwiązanie podobnie jak zeszłoroczna wakacyjna odwilż, to za mało by prowadzone biznesy były opłacalne. Gastro przedsiębiorcy albo zamykali prowadzone lokale albo zwalniali dotychczasowych pracowników. Nie było innego wyjścia skoro nie byli w stanie utrzymać biznesu. Wszyscy mieli nadzieję, że gdy rząd zdejmie obostrzenia i zezwoli na „normalne” działanie będzie lepiej. Nic na to nie wskazuje. Co z tego, że restauracje będą otwarte skoro nie będzie komu w nich pracować.

CZYTAJ TAKŻE: Długi w gastronomii rosną, ale nowe lokale wciąż powstają

Jak informuje serwis horecanet.pl w samym 2020 roku, czyli przez 9 miesięcy trwania pandemii w tej branży około 200 tysięcy osób straciło zatrudnienie lub zmieniło jego formę. Ci którzy odeszli posłuchali rad na temat przebranżowienia i teraz nie chcą wracać do niepewnego biznesu. Tym bardziej, że przyszłość stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Kłopoty gastronomii. Powtórka z rozrywki

Historia kołem się toczy, czyli to już było. Zbliżają się ciepłe tygodnie, 15 maja ruszają ogródki restauracyjne. Bardzo prawdopodobne jest, że pod koniec miesiąca będzie można przyjmować gości w lokalach. To bardzo dobry znak, ale wszyscy w tym także byli pracownicy gastronomii zastanawiają się co będzie dalej.

W ubiegłym roku branża działała z zachowaniem reżimu sanitarnego od maja do października. Rozprężenie trwało 5 miesięcy. To zdecydowanie za krótko, by mieć za co żyć przez kolejne 7, zdaje sobie z tego sprawę każda osoba związana z gastronomią. A przecież każdy potrzebuje środków do życia.

CZYTAJ TAKŻE: Bon gastronomiczny uratuje restauracje? Raczej nie

Co prawda, w związku z akcją szczepień sytuacja w kraju powoli się zmienia, ale tego co będzie jesienią nikt nie wie. Co chwilę słyszymy o nowych odmianach koronawirusa, nie ma się co dziwić, że byli pracownicy gastronomii wybierają stabilizację, jaką dają im obecne stanowiska. Obawa o finanse powoduje unikanie ryzyka. A tym właśnie byłby powrót do świata gastro.

Brak rąk do pracy

Branżowe fora, tak jak serwisy z ofertami pracy pękają w szwach od ogłoszeń. Stare i nowe miejscówki szukają ludzi. Sprzyjające zapowiedzi rządu i zbliżający się wielkimi krokami sezon letni spowodowały ogromny ruch. Jak informuje serwis money.pl w sieci ogłoszeń są tysiące.

Tymczasem wykwalifikowanej kadry kucharzy i kelnerów jest na rynku mało. Co oznacza, że walka o najlepszych będzie toczyła się na polu finansowym. Skutkiem czego ceny w restauracjach i barach mogą wzrosnąć.

CZYTAJ TAKŻE: Umorzenie subwencji z tarczy 1.0 tylko na wniosek

To z kolei nie najlepsza informacja dla klientów, którzy wyczekują kiedy będą mogli spotkać się wieczorem w gronie znajomych przy dobrym posiłku. Zbyt wysokie ceny odstraszą ludzi.

Nie tylko gastronomia boryka się z problemem braku osób chętnych do pracy. Podobna sytuacja będzie w każdej branży, która z powodu restrykcji redukowała zespoły np. hotelarstwie.