Adam Niedzielski nie miał dzisiaj dobrych wiadomości, liczba chorych na COVID-19 rośnie. Z danych sanepidu wynika, że w blisko 50% przypadkach za zakażenia odpowiadają ogniska koronawirusa w zakładach pracy.

W najbliższych dniach okaże się czy w kraju zostaną wprowadzone jeszcze ostrzejsze restrykcje. Na razie minister zdrowia apeluje o wprowadzenie pracy zdalnej w tych przedsiębiorstwach, gdzie jest to możliwe i gdzie jeszcze nie skorzystano z tego rozwiązania.

Ogniska koronawirusa w zakładach pracy

To, że koronawirus rozprzestrzenia się w skupiskach ludzi wiemy od dawna. Wiele osób przebywając w biurze rezygnuje z maseczek – jedynej fizycznej ochrony przed COVID-19, skutki tych poczynań właśnie obserwujemy. Ale sama obecność w biurze nie jest jedynym problemem przy pracy stacjonarnej. Do miejsca pracy trzeba dojechać. A im więcej osób w komunikacji miejskiej, tym większe szanse na migrację wirusów. Dlatego apel o korzystanie ze zdalnych form zatrudnienia ma podwójne dno. Jednym jest zminimalizowanie liczby osób w biurach, drugim ograniczenie codziennych migracji.

CZYTAJ TAKŻE: Praca zdalna: jedna na dziesięć osób lubi pracować z domu w negliżu

Dla kogo praca zdalna

Wykonywanie obowiązków na odległość przy użyciu internetu i podłączonych do sieci sprzętów nie będzie możliwe w każdej firmie i przez każdego pracownika. Przeszkód, które staną na drodze do realizacji zaleceń ministra Niedzielskiego jest co najmniej kilka. I to na ciebie jak pracodawcę spadnie konieczność poradzenia sobie z nimi.

CZYTAJ TAKŻE: Kontrola pracowników zdalnych. Z legalnością działań może być kłopot

Pierwsza to charakterystyka pracy. Sprzedawca w sklepie czy farmaceuta w aptece nawet gdyby chcieli, nie mogą pracować zdalnie. To samo dotyczy kadry zarządzającej, czy osób ściśle z nią powiązanych np. tłumaczy czy sekretarek. Ktoś musi też fizycznie odebrać przesyłki w biurze. Ale istnieje duża grupa pracowników biurowych, którzy mogliby pracować z domu. O ile pracodawca im w tym pomoże, a oni wyrażą na to zgodę.

Brak warunków

Drugą przeszkodą jest brak odpowiedniej infrastruktury. O ile komputer, nawet ten stacjonarny można pracownikowi udostępnić do domu, tak już z zachowaniem bezpieczeństwa nie będzie tak łatwo. Wiele firm korzysta z zabezpieczonych połączeń sieciowych, do których dostęp jest tylko z biura. To pracodawca musi zadbać o bezpieczeństwo danych, wysyłając zespół na pracę zdalną. A jak wiadomo zabezpieczenia np. VPN to rozwiązania za które trzeba zapłacić. Jako pracodawca nie możesz również zmusić pracownika, by na potrzeby pracy doprowadził do swojego miejsca zamieszkania internet.

CZYTAJ TAKŻE: Praca dla ozdrowieńca! Czy kandydata można pytać o przechorowanie COVID-19

Trzeci powód, najbardziej prozaiczny to brak miejsca w domu na stworzenie stanowiska do pracy. Nie każdy ma warunki, by w mieszkaniu w którym przebywa reszta rodziny np. dzieci uczące się zdalnie móc wykonywać obowiązki służbowe. Podział na życie rodzinne i życie zawodowe do wiosny 2020 roku był jasny. Przez ostatnie miesiące wiele się zmieniło, w wielu przypadkach na gorsze. Jeśli zaproponujesz swoim pracownikom przejście na pracę zdalną nie zdziw się, że mogą nie być zadowoleni. Powyższe przykłady pokazują, że ich decyzja nie musi wynikać ze złej woli. Ogniska koronawirusa w zakładach pracy to poważny problem, ale jego rozwiązywanie nie może odbić się na pracownikach.